Primrose Tupper
lat niespełna siedemnaście
zwykły, szary człowiek
córka jednego z miejscowych kupców
ab imo
pectore
Właściwie nikt nie wie, od czego się zaczęło. Miłość? Pożądanie? Czy zwykła chęć ucieczki od szarej rzeczywistości do krainy błogich uniesień i cielesnego zaspokojenia? Nikt nie wie. Zapewne też nikt się nie dowie. Wiadomo tylko tyle, że Primrose jest. Żyje. Oddycha. Funkcjonuje jak każdy inny człowiek w świecie spowitym mlecznobiałą mgłą tajemnicy. Matki dziewczyny nikt nigdy nie widział. Nikt nigdy nie słyszał o jej istnieniu. Pewnego dnia po prostu pojawiła się szarooka dziewczynka o jasnych policzkach. I została. A ludzie mówią, szepczą, knują... I patrzą, gdy idzie ulicą.
Ona sama nic nie wie. Żyje. Egzystuje w szarym świecie rozbarwionym aksamitem kolejnej sukni podarowanej przez ojca. I szuka odpowiedzi. Wciąż szuka, gubiąc gdzieś po drodze rzeczywistość. Ale nadal tu jest. Spójrz. Przecież widzisz.
Nikt wyjątkowy. Kolejna, jasnowłosa istotka, która jak każda jej poprzedniczka przyszła na świat tylko po to, aby w końcu umrzeć, pozostawiając po sobie przesiąkniętą delikatnymi perfumami poduszkę i wciąż ciepłą suknię z perłowego jedwabiu. A jednak wierzy w przeznaczenie, wciąż szuka niezwykłości w swej egzystencji. Czerpie z każdego dnia coraz więcej, napawa się zapachem życia i świata.
Szepczą, że już niedługo jej słodkie lica zakryje zakonny welon, a klasztorne życie zgasi blask młodości. A ona się śmieje i biegnie, nie myśląc o tym, co będzie potem. Liczy się chwila, która trwa, która zaraz ucieknie, umknie, zniknie gdzieś w gęstwinie innych ulotnych chwil.
Ucieknie. Tak, ucieknie. Któregoś dnia wyrwie się spod skrzydeł ojca i wybiegnie w świat z rozłożonymi ramionami. Któregoś dnia pozna całą prawdę, zrozumie istnienie świata i każdej pojedynczej duszy. Kiedyś na pewno...
per aspera ad astra
Cóż, prawda taka, że wychowano pannę Tupper na młodą, subtelną i urokliwą damę, która serca ludzkie podbija paroma słowami, jeśli tylko troszkę się postara. Wrażliwa, delikatna, czuła, romantyczna, namiętna... Sekwencja kobiecości zamknięta w drobnym ciele siedemnastolatki. Na co dzień jednak stara się to ukryć przed całym światem, zamknąć całą wrażliwość i delikatność w ciasnej klatce, aby nikt jej nie skrzywdził i nie sprawił, iż zwątpi w całe dobro tego świata.
Na co dzień... Zwykła, szara osobowość, niknąca gdzieś w tłumie bardziej krzykliwych i pragnących przebywania w centrum uwagi istnień, którym ona dobrodusznie pozwala zaspokoić ich chore pragnienia, przemykając jak cień niemal pustymi uliczkami Norrheim. Nie pragnie zauważenia, nie pragnie zainteresowania właśnie jej osobą. Woli prowadzić spokojny tryb życia, siedząc w ogródku za domem i pogryzając ciasteczka czekoladowe pieczone przez gosposię.
Mała z niej zazdrośnica, o czym wiedzą wszyscy dookoła niej. Zawsze miała tendencję do przywłaszczania sobie wszystkich i wszystkiego, a potem... Nie, nie robi dzikich scen zazdrości, bo uważa to co najmniej za upokarzające, ale potrafi do człowieka nie odzywać się całymi miesiącami, nie mając nawet serca wyjawić nieszczęśnikowi powodu swego oburzenia. Mówiąc, że sarkazm to jej drugie imię, z pewnością posunęlibyśmy się o wiele za daleko, ale nie gardzi nim zupełnie i czasem pozwala sobie splamić nim swoje usteczka. Uparte to jak osioł. Kocha stawiać na swoim, nawet jeśli nie ma racji i nawet jeśli zdaje sobie z tego całkowitą sprawę. Wtedy broni swych racji zacieklej niż gdyby ową rację posiadła, ale... Kto by próbował zrozumieć to stworzenie?
Na co dzień... Zwykła, szara osobowość, niknąca gdzieś w tłumie bardziej krzykliwych i pragnących przebywania w centrum uwagi istnień, którym ona dobrodusznie pozwala zaspokoić ich chore pragnienia, przemykając jak cień niemal pustymi uliczkami Norrheim. Nie pragnie zauważenia, nie pragnie zainteresowania właśnie jej osobą. Woli prowadzić spokojny tryb życia, siedząc w ogródku za domem i pogryzając ciasteczka czekoladowe pieczone przez gosposię.
Mała z niej zazdrośnica, o czym wiedzą wszyscy dookoła niej. Zawsze miała tendencję do przywłaszczania sobie wszystkich i wszystkiego, a potem... Nie, nie robi dzikich scen zazdrości, bo uważa to co najmniej za upokarzające, ale potrafi do człowieka nie odzywać się całymi miesiącami, nie mając nawet serca wyjawić nieszczęśnikowi powodu swego oburzenia. Mówiąc, że sarkazm to jej drugie imię, z pewnością posunęlibyśmy się o wiele za daleko, ale nie gardzi nim zupełnie i czasem pozwala sobie splamić nim swoje usteczka. Uparte to jak osioł. Kocha stawiać na swoim, nawet jeśli nie ma racji i nawet jeśli zdaje sobie z tego całkowitą sprawę. Wtedy broni swych racji zacieklej niż gdyby ową rację posiadła, ale... Kto by próbował zrozumieć to stworzenie?
trahit sua quemque voluptas
Zwyczajna siedemnastolatka - ani zaskakująco piękna, ani przeraźliwie brzydka. Taka... zwyczajna. Owszem, ładna, ale niczym wyjątkowym nie wyróżnia się z tłumy innych siedemnastolatek. Średniego wzrostu, szczupłe dziewczę o wąskiej talii i biodrach - oto cała Primrose. Do kompletu jeszcze długie, smukłe nogi, mały biust i wiecznie chłodne, zadbane dłonie. Idealny obrazek zakłóca tylko długa, cienka blizna biegnąca od lewej łopatki do kości ogonowej, pamiątka po naprawdę niefortunnym upadku ze schodów prosto na wieszak na płaszcze.
Wiecznie zaróżowione policzki, delikatnie zadarty nosek i malinowe usteczka rozciągnięte w słodkim uśmiechu z pewnością dodają jej tego dziewczęcego, subtelnego uroku. Jasne, błyszczące, szare oczęta co i rusz zasłania któryś z niesfornych kosmyków w kolorze dojrzałego zboża.
Wiecznie zaróżowione policzki, delikatnie zadarty nosek i malinowe usteczka rozciągnięte w słodkim uśmiechu z pewnością dodają jej tego dziewczęcego, subtelnego uroku. Jasne, błyszczące, szare oczęta co i rusz zasłania któryś z niesfornych kosmyków w kolorze dojrzałego zboża.
veritas temporis filia est
____________________________________
Witam pięknie. I ja. I Primrose.
Wszelkie cytaty to po prostu łacińskie sentencje.
Na gifach natomiast Taylor Swift z teledysku do 'Safe and sound'.
Mam nadzieję, że z moją Prim wszystko jest w porządku, ale gdyby
coś było nie tak, to proszę walić drzwiami i oknami. Obiecuję poprawę.
Powiązania? Tak. Im bardziej zawiłe i skomplikowane tym lepiej.
Wątki? Oczywiście! Nie za długie, nie za krótkie. Takie... w sam raz.
To tyle. Jeszcze raz kłaniam się pięknie i zapraszam do wątkowania.



