Aktualności
LISTA OBECNOŚCI ZAKOŃCZONA!
Wydarzenia

wtorek, 25 września 2012

Non est beatus, esse se qui non putat



Primrose Tupper


lat niespełna siedemnaście
zwykły, szary człowiek
córka jednego z miejscowych kupców



ab imo pectore

Właściwie nikt nie wie, od czego się zaczęło. Miłość? Pożądanie? Czy zwykła chęć ucieczki od szarej rzeczywistości do krainy błogich uniesień i cielesnego zaspokojenia?  Nikt nie wie. Zapewne też nikt się nie dowie. Wiadomo tylko tyle, że Primrose jest. Żyje. Oddycha. Funkcjonuje jak każdy inny człowiek w świecie spowitym mlecznobiałą mgłą tajemnicy. Matki dziewczyny nikt nigdy nie widział. Nikt nigdy nie słyszał o jej istnieniu. Pewnego dnia po prostu pojawiła się szarooka dziewczynka o jasnych policzkach. I została. A ludzie mówią, szepczą, knują... I patrzą, gdy idzie ulicą.
Ona sama nic nie wie. Żyje. Egzystuje w szarym świecie rozbarwionym aksamitem kolejnej sukni podarowanej przez ojca. I szuka odpowiedzi. Wciąż szuka, gubiąc gdzieś po drodze rzeczywistość. Ale nadal tu jest. Spójrz. Przecież widzisz.
Nikt wyjątkowy. Kolejna, jasnowłosa istotka, która jak każda jej poprzedniczka przyszła na świat tylko po to, aby w końcu umrzeć, pozostawiając po sobie przesiąkniętą delikatnymi perfumami poduszkę i wciąż ciepłą suknię z perłowego jedwabiu. A jednak wierzy w przeznaczenie, wciąż szuka niezwykłości w swej egzystencji. Czerpie z każdego dnia coraz więcej, napawa się zapachem życia i świata.
Szepczą, że już niedługo jej słodkie lica zakryje zakonny welon, a klasztorne życie zgasi blask młodości. A ona się śmieje i biegnie, nie myśląc o tym, co będzie potem.  Liczy się chwila, która  trwa, która zaraz ucieknie, umknie, zniknie gdzieś w gęstwinie innych ulotnych chwil. 
Ucieknie. Tak, ucieknie. Któregoś dnia wyrwie się spod skrzydeł ojca i wybiegnie w świat z rozłożonymi ramionami. Któregoś dnia pozna całą prawdę, zrozumie istnienie świata i każdej pojedynczej duszy. Kiedyś na pewno...

per aspera ad astra

Cóż, prawda taka, że wychowano pannę Tupper na młodą, subtelną i urokliwą damę, która serca ludzkie podbija paroma słowami, jeśli tylko troszkę się postara. Wrażliwa, delikatna, czuła, romantyczna, namiętna... Sekwencja kobiecości zamknięta w drobnym ciele siedemnastolatki. Na co dzień jednak stara się to ukryć przed całym światem, zamknąć całą wrażliwość i delikatność w ciasnej klatce, aby nikt jej nie skrzywdził i nie sprawił, iż zwątpi w całe dobro tego świata.
Na co dzień... Zwykła, szara osobowość, niknąca gdzieś w tłumie bardziej krzykliwych i pragnących przebywania w centrum uwagi istnień, którym ona dobrodusznie pozwala zaspokoić ich chore pragnienia, przemykając jak cień niemal pustymi uliczkami Norrheim. Nie pragnie zauważenia, nie pragnie zainteresowania właśnie jej osobą. Woli prowadzić spokojny tryb życia, siedząc w ogródku za domem i pogryzając ciasteczka czekoladowe pieczone przez gosposię.
Mała z niej zazdrośnica, o czym wiedzą wszyscy dookoła niej. Zawsze miała tendencję do przywłaszczania sobie wszystkich i wszystkiego, a potem... Nie, nie robi dzikich scen zazdrości, bo uważa to co najmniej za upokarzające, ale potrafi do człowieka nie odzywać się całymi miesiącami, nie mając nawet serca wyjawić nieszczęśnikowi powodu swego oburzenia. Mówiąc, że sarkazm to jej drugie imię, z pewnością posunęlibyśmy się o wiele za daleko, ale nie gardzi nim zupełnie i czasem pozwala sobie splamić nim swoje usteczka. Uparte to jak osioł. Kocha stawiać na swoim, nawet jeśli nie ma racji i nawet jeśli zdaje sobie z tego całkowitą sprawę. Wtedy broni swych racji zacieklej niż gdyby ową rację posiadła, ale... Kto by próbował zrozumieć to stworzenie?

trahit sua quemque voluptas

Zwyczajna siedemnastolatka - ani zaskakująco piękna, ani przeraźliwie brzydka. Taka... zwyczajna. Owszem, ładna, ale niczym wyjątkowym nie wyróżnia się z tłumy innych siedemnastolatek. Średniego wzrostu, szczupłe dziewczę o wąskiej talii i biodrach - oto cała Primrose. Do kompletu jeszcze długie, smukłe nogi, mały biust i wiecznie chłodne, zadbane dłonie. Idealny obrazek zakłóca tylko długa, cienka blizna biegnąca od lewej łopatki do kości ogonowej, pamiątka po naprawdę niefortunnym upadku ze schodów prosto na wieszak na płaszcze.
Wiecznie zaróżowione policzki, delikatnie zadarty nosek i malinowe usteczka rozciągnięte w słodkim uśmiechu z pewnością dodają jej tego dziewczęcego, subtelnego uroku. Jasne, błyszczące, szare oczęta co i rusz zasłania któryś z niesfornych kosmyków w kolorze dojrzałego zboża.


veritas temporis filia est

____________________________________
Witam pięknie. I ja. I Primrose.
Wszelkie cytaty to po prostu łacińskie sentencje.
Na  gifach natomiast Taylor Swift z teledysku do 'Safe and sound'.
Mam nadzieję, że z moją Prim wszystko jest w porządku, ale gdyby
coś było nie tak, to proszę walić drzwiami i oknami. Obiecuję poprawę.
Powiązania? Tak. Im bardziej zawiłe i skomplikowane tym lepiej.
Wątki? Oczywiście! Nie za długie, nie za krótkie. Takie... w sam raz.
To tyle. Jeszcze raz kłaniam się pięknie i zapraszam do wątkowania.


93 komentarze:

  1. [ Witaj. Piękna KP, znowu mi uświadamiająca jak fatalnie wyszła KP pana W. Ehhh. Masz może ochotę na wątek z którymś z panów?]

    OdpowiedzUsuń
  2. [ Kurczaczki, właśnie niezbyt mam pomysł. A szkoda byłoby zaczynać czymś głupim i banalnym wątek z taką postacią! Ehhh.]

    OdpowiedzUsuń
  3. [jako że jest człowiekiem, pewnie jednym z niewielu na blogu w najbliższym czasie możemy spróbować coś typowo wampirzego. spotkają się gdzieś w nocy i albo ona jakimś cudem ujmie go za sercę, albo spróbuje sobie zjeść kolację;)]

    OdpowiedzUsuń
  4. Ludzie bywali bezmyślni, ostatnimi czasy przekonywał się o tym coraz częściej. Jego wcześniejsze wyobrażenie o tym, jakoby to byli ostrożni w ciągu ostatnich kilku miesięcy uległa diametralnej zmianie.
    Chociażby teraz. Zaledwie po kilkudziesięciu minutach włóczenia się po mieście wyczuł zapach, który na tle innych mocno się odróżniał. Długo tropić nie musiał, dziewczynę zauważył szybko, a widząc że zmierza w stronę lasu ruszył za nią zaciekawiony.
    Kiedy pod jego stopą pękła gałązka przeklnął w duchu swój brak ostrożności, czy wampiry nie powinny stąpać bezszelestnie? Jeszcze tej sztuki nie opanował.
    Miał do wyboru dwie opcje, rzucić się na dziewczynę, lub grzecznie zacząć rozmowę. Mocno głodny nie był, więc postawił na opcję drugą, która wydawała się być mu bardziej interesująca.
    -Najmocniej przepraszam -uśmiechnął się do dziewczyny podchodząc bliżej, bo we mgle pewnie ciężko było jej go dostrzec.
    -Nie chciałem panienki przestraszyć, widząc piękną kobietę idącą w środku nocy do lasu, nie mogłem się powstrzymać by za panią nie ruszyć za nią i upewnić się, że nie zrobi sobie panienka krzywdy. Przekonany byłem, że spaceruje pani podczas snu - słyszał o lunatykowaniu, a podobna historia wymyślona nawet na poczekaniu była raczej logiczna.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie poczuł się urażony. Nie poczułby się nawet urażony, gdyby jej historyjka była tak samo wyssana z palca jak jego. On w przeciwieństwie do niej, przed kłamaniem skrupułów nie miał. Poza tym, szło mu to bardzo dobrze, ostatnio zrobił się jeszcze bardziej wiarygodny, co było niezwykle wygodne. Wzbudzanie zaufania dzięki masce miłego, młodego dżentelmena było dosyć łatwe, nie wymagało specjalnego wysiłku, a ponadto czerpał pewnego rodzaju satysfakcję z omotania ludzi bez użycia swoich mocy nadprzyrodzonych. Wcześniejsza praktyka też była tu przydatna.
    -Przejrzała mnie panienka, szalę mogła przeważyć pani niezwykła uroda -przy tych słowach delikatnie skłonił się podchodząc na odległość zaledwie kilku kroków. Prawienie komplementów też było dobre na przełamanie pierwszych lodów, może i w tym przypadku zadziała?
    -Mogę spytać co panienka robi samotnie o tej porze w lesie? Takie przechadzki bywają niebezpiecznie.

    OdpowiedzUsuń
  6. [ Fajną. Nie lubię tego słowa, ale muszę go użyć. Ojej.]

    OdpowiedzUsuń
  7. [ Nigdy nie umiem wymyślić odpowiednich słów. ]

    OdpowiedzUsuń
  8. [Owszem, możemy :)! A nawet Ci ułatwię- sam zacznę.]
    Wychodząc z chatki, poczuł zimny dreszcz na plecach. Zimna pora idzie wielkimi krokami. Sprzyjało mu to - tam skąd się wywodził -z Miast Wiecznych Śniegów, na północy Gór Lodowych- temperatura zawsze dawała o sobie znać. Zwinął skrzydła, tak, że ułożyły się w skórzaną pelerynę, trzymając ciepło całych pleców i karku. Ruszył przed siebie, pewnym krokiem. Nie zwiedzał jeszcze tych terenów. Kupił chatę niedawno. Konie w stajni parskały cicho na jego widok.
    -Zimno wam? -mruknął. Szary ogier zatrząsł grzbietem. Salival szybko wykonał krótkie zaklęcie, które uniemożliwiało uciekanie ciepła ze stajni. -Spokojnie... Zaraz będzie cieplej...
    Spacerując po lesie, dostrzegł, że nie jest sam. Gdzieś niedaleko słychać było inne kroki. Prawdopodobnie kobiety; były drobne, lekkie i szybkie. Idąc prosto mógł przeciąć jej drogę. Rozłożył skrzydła i wzbił się nisko. Przepłynął bezszelestnie w powietrzu paręnaście metrów. W pewnym momencie postanowił wylądować, nie myśląc wiele. Z cichy huknięciem 'spadł' na nogi, podpierając się lekko dłonią, przypadkiem tuż przed ową dziewczynę. Jasne włosy targał, lekki wiatr, Salival pomyślał, że mógł kobietę wystraszyć.
    -Przepraszam. -powiedział - Jeśli wystraszyłem.
    Złożył skrzydła i popatrzył na nią jeszcze raz.
    -Nie powinna się pani szwendać o tej porze sama, może być niebezpiecznie... -uśmiechnął się lekko.

    ~Salival

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaśmiał się , zakrywając twarz rękawem. Złapał ją za przedramię, starając się pomóc jej wstać.
    -To chyba nie jest dobre miejsce da tak młodej osoby -powtórzył, nadal uśmiechając się -pełno demonów, wampirów i duchów tu się kręci.. Nic pani nie jest?
    Przekrzywił głowę, patrząc na dziewczynę. Była urocza. I chyba młoda. Nie miała więcej niż dwadzieścia lat, była chyba człowiekiem. Nie widzial sterczących uszu, ogona, dziwnego odcienia skóry czy skośnych źrenic. Wyglądała... Normalnie. Po raz pierwszy w życiu widział ludzką kobietę.
    ~Salival

    OdpowiedzUsuń
  10. (No witam, witam również na tym blogu. Chętna na wątek? ( Samanta))

    OdpowiedzUsuń
  11. -ojciec też jest nieuważny, skoro mówi ci takie rzeczy -pokręcił głową -zakazane korci najbardziej przecie... co ciekawsze, żadne stworzenie, prócz głodnego wilkołaka, nic ci nie zrobi... ani demon, ani wampir, a już duch na pewno. Musiałabyś się nieźle narazić. Ale pamiętaj, że narażeniem jest też wkroczenie na nieswój teren. -wzruszył ramionami -gdzie tak pędzisz, jeśli można wiedzieć, a nawet jeśli można pomóc? -uniósł jedną brew.
    Wyprostował skrzydła i najeżył kolce, które obrastały ramiona w prostej linii, od ramienia, przez łokieć, do środkowego palca. Zwyczajnie się przeciągnął, ale taki to dawało efekt. \

    ~Salival

    OdpowiedzUsuń
  12. Odniósł wrażenie, że mógł urazić dziewczynę, zmarszczył lekko brwi.
    -Hmm.. Nie wątpię. Pewnie jest mądry, jak wszyscy ojcowie. I widocznie bardzo cię kocha, że tak przestrzega, żebyś sie nie szwendała.. -uśmiechnął się lekko -Ale i ja uważam, że takie łażenie po lasach 'przed siebie' jest rozsądne. Z resztą... Jest tu paru osobników, którzy jednak mogą mieć problemy z twoją obecnością. Z obecnością każdego. I niekoniecznie to demony czy wampiry czy coś w ten deseń -podrapał się po karku - jak ci na imię?

    OdpowiedzUsuń
  13. [Wybacz, z konta siostry poszło, bo ten pasztet ma lepszy komputer :C]

    -Pewnie pozostaniesz twardo kobietą i nie posłuchasz mnie za nic, prawda ? -uniósł jedną brew. -Nie jest ci zimno? Mieszkam niedaleko, jeśli chcesz to wejdź. I tak siedzę sam, przy ogniu, gapie się całymi dniami w płomienie.
    Tak naprawdę doskwierała mu samotność. Mieszkał sam od paru dni w tych stronach i jeszcze nikogo prócz dziewczyny nie znał. Dostawał z lekka szału, patrząc w palenisko i myśląc, przy herbacie czy winie.

    OdpowiedzUsuń
  14. ( Mogę zacząc, ale potrzebuję pomocy ;P. No więc.. kilka pytań... Znały się przed przyjazdem do miasta, czy przypadkowe? Gdzież można ją spotkać? )

    OdpowiedzUsuń
  15. Uśmiechnął się, gdy ta pokiwała głową. Wskazał głową na kierunek, w który mieli się udać.
    -Zimno ci... -mruknął, obejmując go jednym skrzydłem.
    Skrzydła może i mało użyteczne dla niego, bo latał rzadko, raczej podskakiwał, wznosząc się na parę metrów , ale wytwarzały masę przyjemnego ciepła, co pozwalało mu nieraz przetrwać.
    Właściwie sam wykazywał się w tej chwili głupotą. Sam dobrze wiedział, że jeśli nie znasz kogoś przynajmniej jednego dnia i jednej nocy, nie wolno się z nim spoufalać w żaden sposób.. Ale to była młoda dziewczyna. Na dodatek ludzka, nie miała większych zdolności, więc i nie zatopi w nim kłów, ani nie wyssie duszy.
    Szli chwilę, może lekko ponad kwadrans, aż doszli do dużej, kamiennej chaty. Konie mruknęły cicho w mroku, a Salival otworzył drzwi przed dziewczyną.
    W środku panowało ciepło, ogień trzaskał głośno w kominku. Mruknął coś pod nosem i dwa duże kubki, stojące na stoliku, przed paleniskiem, napełniły się ciepłym, malinowym wywarem.
    -Siadaj, czuj się jak u siebie.. -powiedział, wskazując jej na dwa fotele , stojące przy stoliku.

    OdpowiedzUsuń
  16. (Pomyyyślę :D Jutro coś naskrobię.)

    OdpowiedzUsuń
  17. Patrzył chwilę, jak rozkoszuje się ciepłem. Po chwili uznał, że jego herbata nie jest ciepła na tyle, ile by chciał. Machnął dłonią i z ognia wyłonił się mały, płomienny motyl, który lecąc chybotliwie, wpadł do jego kubka, nagrzewając przy tym trunek.
    -Daemon mortis. -poczekał chwilę czy dotrą do niej te słowa- Demonem Śmierci. -przetłumaczył, uśmiechając się lekko.
    Popatrzył jeszcze raz w ogień i kilka ognistych motyli i ptaków wypadło z płomieni, obsiadając dziewczynę, jednak nie parząc jej.

    [no problemo]

    OdpowiedzUsuń
  18. [Witam. Dobrze myślę, że masz ochotę na wątek? Bo jeśli tak, ja zasadniczo nie mam nic przeciwko zaczynaniu, masz może jakieś życzenia odnośnie okoliczności spotkania?]

    OdpowiedzUsuń
  19. [ Ano witam, witam. Pozwolisz, że pomysł podrzucę jutro. Na razie na nic kreatywnego nie umiem wpaść, a nie chcę wymyślać okoliczności na szybko, bo takie wątki mają w zwyczaju szybko umierać. Jak tylko mi coś przyjdzie do głowy, to napiszę ;)]

    OdpowiedzUsuń
  20. Ostatnie promienie zachodzącego słońca kładły na dachach domów ciepłą warstewkę czerwonawego światła. Cienie, nienaturalnie rozciągnięte, czyniły niektóre uliczki i zaułki jeszcze bardziej ponurymi. Niektóre istoty właśnie budziły się do życia, podczas gdy inne zaszywały się w cieple swoich domów i układały do snu.
    Lyn zdawała się nie dostrzegać chłodu, chociaż w rzeczywistości musiała odczuwać go nieporównywalnie silniej niż inni, nie było to jednak dla niej niczym nieprzyjemnym. Pozwalała, by jedyną osłonę obnażonych ramion stanowiły jej długie włosy, reszta przylegającego do ciała ciemnoszarego stroju z łatwością przepuszczała każdy chłodny powiew. Za dziewczyną niósł się delikatny zapach ziół, wydobywający się z przypiętego do pasa woreczka. Lyn niewiele wiedziała o właściwościach zebranych właśnie liści, jej zadaniem było tylko dostarczyć je jednej z pracujących w szpitalu sióstr zakonnych, później ewentualnie podać komuś przygotowany wywar. Dziewczyna mogła tylko przypuszczać, że często z tych samych składników dało się wyprodukować lek albo truciznę.
    Wzrok dziewczyny prześlizgiwał się po ścianach budynków, nowszych i starszych, w różnym stanie, ale najdłużej zatrzymywał się na tych najbardziej zaniedbanych. Czasami kogoś mijała, niektóre twarze wydawały się znajome, niektórzy pozdrawiali ją skinieniem głowy i wtedy, niewiele myśląc, dziewczyna odpowiadała tym samym.
    Lyn wędrowała właściwie bez celu, chwilowo nie miała dokąd się udać.

    OdpowiedzUsuń
  21. -Demony to upadłe anioły albo bardzo zranione dusze. Ja aniołem nie byłem, nie lubię nawet aniołów. A ciało które widzisz, stworzyłem sam. Dziwnie to brzmi, wiem, ale właśnie tak wyglądałem za poprzedniego życia. A byłem zwykłym niewolnikiem, któremu zabito rodzinę i zagłodzono i pobito na śmierć.. -wstał i uniósł koszulę, odwracając się do niej tyłem.
    Jego plecy pokrywały liczne blizny, układające się w napisy: Daemonis mortis estis vos ipsi interficerent et delerent. Est nomen vestrum Sal Ival.
    -Jesteś demonem śmierci; będziesz zabijał dla mnie i niszczył dla siebie; Twoje imię głosi 'On zabije'. Takie bez sensu trochę. Ale ma wieeelkie znaczenie.. A czemu akurat śmierci...? Tego nigdy się nie dowiem. -zakrył plecy koszulą i wrócił na fotel.
    Machnął ręką i wszystkie ogniki zniknęły.

    OdpowiedzUsuń
  22. Biegła między drzewami w ręku trzymając garść jesiennych liści, które zebrała i rozsypywała gdzie popadnie. Towarzyszył jej młody barak, co merdał ogonem i skakał próbując je złapać.
    Na twarzy rudowłosej malował się radosny, beztroski uśmiech. Powoli podążali w kierunku morza, ale zanim doszli do tego pięknego miejsca, odpoczęli nieraz siedząc na trawie pałaszując swój prowiant.
    Heshtje ostatnio rzadko kiedy bywała w swym domu, chyba że umawiała się z kimś na spotkanie.
    (Um.. krótkie :()

    OdpowiedzUsuń
  23. [Witam, znajdzie się chęć na wątek? Skoro ojciec Primrose jest handlarzem, a Aileen pracowała na targu, istnieje pewne prawdopodobieństwo, że się już od jakiegoś czasu znają. Myślisz, że pan Tupper zatrudniłby nieco nierozgarniętą elfkę?]

    OdpowiedzUsuń
  24. [Hej. Świetny opis postaci. ;D]

    OdpowiedzUsuń
  25. Widząc jej reakcję speszył się lekko. Czy właśnie straszy ludzką dziewczynę? Nie chciał aby bała się demona, który z demona ma jedynie skrzydła i czarne oczy.
    -Chyba cię nie przestraszyłem, co...? Może nie rozumiesz wiele, ale gdybym chwilę ci o tym mówił, szybko był załapała dużo spraw.
    Przewrócił oczyma.
    -Cóż za nietakt.. -podrapał się po karku - jak i na plecach, mam na imię Salival. -uśmiechnął się lekko zawstydzony swoim zapominalstwem. -Muszę cię o coś zapytać. I przepraszam z góry ale to moja ciekawość, nie praktykowałem demonicznego trybu życia i nie czytam w myślach, nie wiem wszystkiego. Ile masz lat i czy to dużo na człowieka? Nic o ludziach nie wiem.. -opuścił bezradnie ramiona

    OdpowiedzUsuń
  26. Lyn miała już jakieś pojęcie o mieszkańcach miasta wychodzących ze swych domostw po zmroku. Wiedziała, że niektórych prowadzi szał i głód, innych żądza, niektórzy może błąkali się tylko dla samej przyjemności spaceru, ale zdecydowana większość należała do osób, których raczej nie chciałoby się spotkać w jakimś ciemnym zaułku.
    Widząc postać w płaszczu z kapturem, pomyślała to, co na jej miejscu pomyślałby prawie każdy. Jeden z wampirów wyruszający na polowanie. Życie w Norrheim właśnie tego kazało jej się domyślać.
    To, co zdążyło odbyć się w umyśle dziewczyny w ciągu następnych kilku sekund, z logiką i rozsądkiem niewiele miało wspólnego. Wampiry natrętnie kojarzyły jej się z jednym osobnikiem, dobrze znanym, irytującym, ale którego towarzystwo z niewyjaśnionych powodów lubiła.
    -Hej, Wy..- chciała krzyknąć z ożywieniem, ale w tym momencie zdała sobie sprawę, że chyba jednak tym razem się pomyliła. Chód postaci w płaszczu był inny. Jakby... kobiecy.
    Była już na tyle blisko, że mogła się przekonać, to była zupełnie inna osoba, inna sylwetka, drobniejsza postura, odmienna woń. I tak, Lyn miała przed sobą młodą dziewczynę.
    Zawstydziła się.
    -Najmocniej przepraszam -mruknęła, spuszczając wzrok -Z kimś panienkę pomyliłam, sama nie wiem dlaczego...

    OdpowiedzUsuń
  27. Uniósł brwi ze zdziwienia. Uchylił lekko usta, potem zamknął... Jakby nie wiedział co powiedzieć. Finalnie zaśmiał się głośno.
    -Ojej... -zgiął się w pół na fotelu - To tak niewiele... A ile lat trzeba mieć aby być letnim? Bo widzisz, ja dopiero za jakieś pół wieku będę mógł powiedzieć, że jestem pełnoletnim demonem, wiesz? Podobno dopiero wtedy mi odbije, jeśli teraz nie odbiło. A liczę sobie już trzysta pięćdziesiąt lat, ale tak patrząc na waszych ludzi, na to co mówisz... To pewnie mam coś koło dziewiętnastu, osiemnastu... -opuścił lekko głowę i uśmiechnął się do siebie- Jakie wy wszystko macie... Inne! Chcesz jeszcze coś do picia ? A może jesteś głodna?

    OdpowiedzUsuń
  28. Jeśli na północy Valnwerdu w ogóle bywały ładne dni, najbliższym osiągnięcia tego tytułu byłby ten, który elfka prawie cały przesiedziała w domu. Słońce przebłyskiwało oślepiająco zza puszystych obłoczków tańczących na błękitnym niebie, a ciepło było na tyle, że nie ludzie nie potrzebowali nawet lekkich płaszczyków! Aileen jednak nie widziała najmniejszej potrzeby wychodzenia ze swojego skromnego mieszkanka. Jako osoba uznająca się za prawdziwego znawcę świata, beznamiętnie stwierdziła, że widywała już piękniejszą pogodę, a ta absolutnie nie jest warta jakiegokolwiek zachodu. Cóż, elfka elfką, a norrheimczycy norrheimczykami, więc na zazwyczaj opustoszałych ulicach błąkało się ludzi wystarczająco dużo, by móc nazwać ich tłumem, jawnie przecząc sceptycznemu podejściu Aileen.
    Ostatecznie jednak, późnym popołudniem, gdy zamęt przygasł już nieco na wzór opadającego z horyzontu słońca, elfka wypełzła ze swej pieczary, by skierować się na targ, gdzie od jakiegoś czasu już pracowała. Zazwyczaj musiała tam siedzieć od chłodnych poranków aż po późne wieczory, gdy to podskakiwała na każdy szmer (ach, jakże ona nie znosiła nocnych spacerów!), lecz tym razem dostała propozycję, by przyjść później, na co z radością przystała.
    Dotarłszy, przywitała się grzecznie i zabrała za robotę, a przerwę zrobiła sobie dopiero, gdy zajrzała do niej Primrose. Nigdy nie była pewna, czy dziewczyna robiła to z sympatii czy po prostu musiała zdawać relacje ojcu. Faktem jednak było, że dogadywały się nie najgorzej, a jej wizyty zawsze sprawiały Aileen przyjemność.
    - Witaj, Prim. – Elfka uśmiechnęła się przyjaźnie, zaplatając ręce na cherlawej piersi. – Jak Ci minął dzień? Doprawdy urocza pogoda, ufam, że zdążyłaś się nią nacieszyć.

    [Krzycz z całych sił, jakby coś było nie tak. Moja wizja średniowiecznego targu może odbiegać od prawdy...]

    OdpowiedzUsuń
  29. -Nie lubisz jeść? Podobno ludzie to kochają. Ja jem niewiele. Mój organizm ma zapotrzebowania na co innego, jak na jedzenie. -popatrzył na dziewczynę. -Masz piękny kolor włosów. Nie widziałem nigdy takich. Efy mają ciemne, a driady albo koloru jesiennych, pomarańczowych liści, albo zielonkawe. Demony najczęściej hebanowe lub koloru kory.. Ale jasne, słomkowe? Jeny... -przypatrzył się jednemu kosmykowi, który był wyjątkowo złocisty. -Niesamowite. Wielu ludzi takie ma?
    Rzucał wciąż pytaniami, co mogło zdawać się jej drażniące, lecz Salival nie umiał obchodzić się w świecie ludzi. U elfów i driad panują inne zasady. Co dopiero u demonów. U ludzi.. Cóż, było to da niego obce, właśne się tego uczył.

    OdpowiedzUsuń
  30. [ Chce Ci się coś zacząć z Wynnem/Callem? XD]

    OdpowiedzUsuń
  31. Przekręcił lekko głowę, gdy zrozumiał 'przeciętna'. W prawdzie on teoretycznie nie powinien znać takiego słowa. Przeciętność nie występowała w jego świecie. Wszystko było opętane; to magią, to duchami, więc... I w ich świecie nie powinno tego być.
    -I tu ci zaprzeczę. -podniósł wzrok na nią, w którym płonęło odbite ognisko -Nikt nie jest przeciętny, każda cecha jest wyjątkowa. Mógłbym poznać inną ludzką dziewczynę, która na widok kolców czy skrzydeł uciekłaby z krzykiem. A spotkałem tak odważną Primrose. Mógłbym spotkać osobę, przy której zasnął bym ze znudzenia, a wciąż mówię i ty mówisz. Więc... Nie jesteś zwyczajna.

    OdpowiedzUsuń
  32. Zdjęła buty wchodząc na piaszczystą plażę, a za nią wparował czworonóg prawie wywołując burzę piaskową.
    Zajęli miejsce gdzieś przy brzegu, który został usłany muszelkami, patykami.
    " Musiał być w nocy sztorm. Może by tak poszukać bursztynu, albo nie.." gdybała sobie, jednak po chwili oczarowana morską bryzą i szumem fal, rozłożyła się wygodnie. Niedaleko jej nóg, Odys zajął się szukaniem skarbu parskając i rozsypując piach.
    Dziewczyna przymknęła oczy i ucięła sobie drzemkę, która jednak nie trwała długo. Wesołe ujadanie bestyjki zbudziło ją nagle. Niechętnie podniosła się z zastanowieniem o co może psowi chodzić. Jej ruchy były tak mozolne, że Odys zdążył wbiec prując fale i przewrócić jakąś dziewczynę, nim ruszyła ku niemu.
    - Nic ci nie jest? - rzekła zawstydzona do dziewczyny, jednocześnie próbując uspokoić zwierzaka. Wyciągnęła do niej rękę.

    OdpowiedzUsuń
  33. Popatrzył na jej drobną twarz. Nie wiedział czemu, sprawiała wrażenie smutnej. Może nabrał takiego przeświadczenia o ludziach? Albo zwyczajnie... Wydaje się mu.
    -Wszystko w porządku, Prim? -nachylił się do niej lekko -może napijesz się wina?
    Z wszystkich rzeczy, które robił, najlepsze było wino z owoców leśnych. Sam nie wiedział skąd ma przepis, ale robił je od lat w ten sam sposób i zawsze wychodziło dobre. Tym razem przywiózł jeszcze z Lodowych Gór, baniak słodkiego wina.
    Ogień zatrzeszczał cicho, powoli dogasał. Salival machnął lekko dłonią i z gasnących płomieni wyszedł mały stwór podobny do wilkołaka, tylko o wiele niższego i mniejszego. Ten miał może dwie stopy długości?
    Wilkołak rozglądnął się i postawił łapę na posadzce. Podszedł do stojaka z drewnem i zaczął dokładać do ognia. Położył kilka grubych belek, po czym sam wskoczył w palenisko, które znów huczało wesoło.

    OdpowiedzUsuń
  34. [Dzień dobry ;> Ojej, jakie masz śliczne gify w karcie *.* ]

    OdpowiedzUsuń
  35. -Zawsze się zastanawiałem dlaczego to akurat wilkołak -pokręcił głową i wstał.
    Poszedł do kuchni i wyciągnął dwa kryształowe kielichy. Przetarł je delikatnie i wyciągnął wino. Miało cudowny czerwony kolor. Nalał po brzegi trunku.
    W pewnej chwili sobie coś przypomniał. Na jednej z szafek leżała mała sakiewka. Spoczywał w niej cienki na 1/3 cala i długi na dwa cale kryształ na srebrnym łańcuszku. Sam go nie nosił, był zbyt kobiecy, ale może Primrose się spodoba? Wziął go do ręki, razem z kielichami.
    Postawił kielichy na stoliku i usiadł na fotelu. Popatrzył chwilę na sakiewkę i wręczył ją dziewczynie.
    -Weź go, jeśli ci się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  36. -Oczywiście, że możesz. Obiecałem Naren dać go pierwszej osobie, którą spotkam w tych stronach. Z resztą... Do twoich włosów i urody będzie wyglądał pięknie. Chcesz iść do zakonu, czy to pomysł ojca? -uniósł brwi- Powiesz, że to pamiątka rodzinna... I nikt nie będzie miał prawa zwrócić ci uwagi. A jeśli powiesz, że dostałaś go od demona, uznają cię za kogoś wielkiego... -uśmiechnął się - demon może oddać coś o ile wyrzekł się wcześniej złej służbie. To kryształ lodowy. U nas jest na wagę złota, a tutaj... Nie wiem. Pewnie nic nie warty. Sam go znalazłem i oprawiłem.. Weź go, proszę.

    OdpowiedzUsuń
  37. [Hm, nie mam pojęcia >.< Może spotkanie przypadkowe, w jakimś dziwnym miejscu, gdzie wiedźma by się nie spodziewała znaleźć takie osóbki jak Primrose? (bo wygląda tak niewinnie...) Na przykład las wieczorem, bądź ulice miasta po zmroku? :) Wiem, że jakieś ambitne pomysły to to nie są, ale nigdy nie byłam dobra w wymyślaniu ^^" ]

    OdpowiedzUsuń
  38. [Ach, no znaj moje dobre serce. Lilith jest zła, ale ja nie xD Przynajmniej nie tak bardzo...]

    Jedyną aktywnością fizyczną, jaką wiedźma mogła się pochwalić, była wspinaczka po drzewach. Zostało jej to z dzieciństwa, zarówno tego zapomnianego, jak i spędzonego pod opieką Staruchy. Życie w lasach nauczyło ją wiele, chociaż nigdy nie miała talentu do różnego rodzaju zielska. Za nic w świecie nie potrafiła zapamiętać wszelkich ich rodzajów, typów, właściwości i wszystkich innych szczegółów. Potrafiła za to spalić wioskę, bez większych trudności i uczucia wyczerpania. To uważała za bardziej przydatne umiejętności, niż takie leczenie, czy zielarstwo... chociaż te dwie rzeczy akurat należały do specjalizacji Staruchy. No ale cóż, bywa.
    Lilith mimo wszystko najlepiej nadal czuła się w lesie. Miała to komfortowe poczucie bezpieczeństwa, a zewsząd otaczała ją energia płynąca z roślin. Szczególnie wieczorem, gdy z lasu sobie jacyś spacerowicze znikali z obawy przed dziką zwierzyną, było najprzyjemniej. Spokojnie i samotnie.
    Wiedźma skrzywiła się. No tak. Jeszcze nie przywykła do samotnej egzystencji. Zawsze kogoś do towarzystwa dłuższego napotykała na swej drodze, ale teraz miała zamiar usamodzielnić się całkowicie. Przywiązywanie się i poleganie na innych nigdy dobrze się nie kończyło.
    Siedziała więc sobie na wysokiej gałęzi, opierając się o twardy pień drzewa. To był chyba buk, ale nie chciało jej się otwierać oczu i upewniać. Dopiero gdy usłyszała jakiś ruch, dochodzący z niedaleka, uniosła zaskoczona powieki. Nie było to zwierzę, bowiem takie by rozpoznała. Dorosły człowiek też nie, bo by był głośniejszy. Spojrzała w dół i ujrzała młodą, drobną dziewczynę, która tak bardzo nie pasowała do tej scenerii, powoli już ciemniejącej.

    [Mam nadzieję, że może być ;) ]

    OdpowiedzUsuń
  39. - Och, moje stanowisko w tej kwestii z pewnością będzie się różniło od poglądów Twego ojca. Tylu ludzi się tu dziś przypałętało, jakby promienie słońca napełniały im mieszki szczerym złotem – odparła elfka ze śmiechem, spojrzeniem lustrując ludzi na targu. – A niech ich wszystkich licho weźmie, tyle roboty dzisiaj… Dobrze, że mam krótszą wartę, niechybnie bym zginęła z przepracowania! – dodała dramatycznie, wracając wzrokiem do Primrose. – Właśnie, wiesz może, dlaczego miałam przyjść później?
    Dopiero teraz przyszło jej na myśl, że pan Tupper mógł mieć w zamiarze zwolnić ją za to ciągłe narzekanie i zaczął szukać jakiejś nowej pracownicy. Albo, o zgrozo!, już tą całą nową dzisiaj rankiem sprawdzał! I, gdy tylko sobie uświadomiła, jak bardzo to prawdopodobne, uśmiech zrzedł nieznacznie, a między brwiami pojawiła się samotna zmarszczka. Były to jednak na tyle subtelne oznaki, że wyłącznie wprawione oko mogło dostrzec jej zdenerwowanie – doświadczenie aktorskie, o którym Prim nie miała pojęcia, mechanicznie tłumiło wszelkie emocje. Ot, skaza zawodowa.
    Po chwili niezbyt subtelnego i bardzo nieludzkiego bezruchu, elfka drgnęła, by zacząć powoli, całkiem naturalnym gestem porządkować towary, czym zajmowała się nim odwiedziła ją Prim.

    OdpowiedzUsuń
  40. [To ja pozwolę sobie na rozpoczęcie w sumie banalnego wątku, mając nadzieję, że wyjdzie nam z tego coś ciekawego ;)]

    Delia dopiero się uczyła. Uczyła się rozpoznawać nowe, tak niesamowicie intensywne zapachy i przyporządkowywać je konkretnym istotom, roślinom czy rzeczom. Każda tkanina, każdy materiał czy drobinka, wszystko to pachniało inaczej! I mimo że było ciężko, mimo że tych nazbyt wyraźnych bodźców było za dużo, mimo że obca natura drapieżnika nieustannie domagała się uwagi, Delia były tym wszystkim tak najzwyczajniej w świecie zafascynowana.
    Kiedy tylko zapadał zmrok, opuszczała stary magazyn będący tymczasowo jej schronieniem i już którejś z kolei nocy poznawała dokładnie najbliższe otoczenie, nie zapuszczając się jednak zbyt daleko. Nie chciała rzucać się w oczy, jeszcze nie teraz, kiedy czuła się nieco bezbronna i zagubiona. Nie ufała sobie, nie znała ograniczeń własnego ciała i sprawiło te, że mimo iż gdzieś tam w środku czuła się silna i rosło w niej poczucie pewności siebie, wolała uważać. Przynajmniej na razie, kiedy otaczający ją świat był nowością.
    Snując się uliczkami w pobliżu portu w pewnym momencie poczuła zapach, który zdążyła już poznać aż nazbyt dobrze. Zapach człowieka. I nie wiedziała czy to kiedykolwiek minie, ale odkąd się ocknęła, czuła nieustanny głód nad którym nie potrafiła zapanować. Dlatego porzuciła dotychczasowe zajęcie, jakim był leniwy spacer, dlaczego kompletnie się wyłączyła, zostawiając tylko to, co teraz składało się na to, kim była. Wampirem.
    Poruszając się bezszelestnie, instynktownie wybierając drogę, w końcu ją znalazła. Młodą dziewczynę, która z niewiadomych przyczyn w nocy zawędrowała do portu. Delia przyczaiła się, obserwując ja ukradkiem, delektując się słyszalnym dla jej wampirzych uszu mocnym biciem młodego serca. Każdy pomyślałby, że tego wieczoru ta panienka powinna zginąć. Ale nie zginie, choć sama wampirzyca jeszcze o tym nie wiedziała i wyłoniła się ze swojej kryjówki, teraz podążając za nieznajomą, zachowując zaledwie kilkumetrowy odstęp i zastanawiając się, dlaczego jeszcze się na nią nie rzuciła.

    OdpowiedzUsuń
  41. [Witam, witam. Jakiś pomysł na wątek?]

    OdpowiedzUsuń
  42. Lyn potrząsnęła głową, odgarnęła z twarzy biały kosmyk włosów i spróbowała się uśmiechnąć.
    -No, akurat mnie to chyba nie trzeba się bać -powiedziała spokojnie. Jednocześnie tylko najwyższym wysiłkiem woli powstrzymała wyuczony w tym mieście odruch zerknięcia przez ramię i badawczego zlustrowania okolicy. Doskonale tamtą rozumiała, tutaj człowiek nigdy nie mógł być pewien, co czai się za rogiem najbliższego budynku.
    -Ale o tej porze samotne spacery bywają niebezpieczne - dodała po chwili. Nie wiedziała, na ile tamta jest zorientowana w sytuacji, co mogła jej spokojnie powiedzieć, a jakie nieostrożne słowo mogło ściągnąć komuś znajomemu na głowę inkwizytorów. Nie zamierzała przypadkiem posłać kogoś na stos.
    W wampiryzm tamtej zwątpiła od pierwszej chwili, kiedy przyjrzała się jej twarzy. Zdecydowanie to urocze dziewczę nie wybierało się na nocne łowy.
    -I raczej nie trzeba szukać nadprzyrodzonych przyczyn kłopotów. Wystarczy zwykły prymitywny rzezimieszek, który połasi się na sakiewkę albo biżuterię. Racz wybaczyć śmiałość, ale po stroju patrząc, myślę, że do najbiedniejszych się nie zaliczasz...

    OdpowiedzUsuń
  43. ( Hej, hej! Pominęłaś mnie :()

    OdpowiedzUsuń
  44. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  45. (Witaj. Wiesz może w jakich okolicznościach tak urkliwa Primrose mogłaby nadziać się na Uhyre?:) Chcesz zacząć, bądź masz pomysł?)

    OdpowiedzUsuń
  46. -Hm? -popatrzył na nią -ah, oczywiście...
    Wstał i zarzucił jej delikatnie kryształ na dekolt, lekko odgarniając jej włosy z karku, zapiął łańcuszek.
    Usiadł z powrotem na miejsce.
    -Pasuje ci.. -pokiwał lekko głową i upił duży łyk wina.
    Powoli zaczynał się robić śpiący. Patrzył w ogień pełny sił, dygoczący dumnie nad drewnianymi kłodami, które przyciągnął wilkołak. Im bardziej przypominał sobie pochodzenie tej zawieszki, tym bardziej jej historia objawiała się w ogniu. Nie robił tego specjalnie, postaci i kształty z jego głowy same uaktywniały magię, którą Salival na ogół świadomie się posługiwał.
    W pewnym momencie przez ogień przemknęła kawaleria konna. Konie przypominały bardziej smoki, a jeźdzcami byli ludzie. Jazda zabierała po drodze wszystko: dzieci, kobiety, mężczyzn. Jeźdźcy zniknęli. Teraz z płomieni zaczęła tańczyć mała kobieta, która grała na flecie. Jej włosy sięgały pasa, była bosa.W jego głowie zaczął rozbrzmiewać owy instrument. Przekrzywił lekko głowę na bok i uśmiechnął się lekko. Przymknął lekko oczy, gdy kobieta zatrzymała się i przestała grać. Patrzyła chwilę w bezruchu, jakby nasłuchiwała. Podbiegła kawałek i... Płomienie buchnęły za kominek, niedaleko kolan Primrose i Salivala.
    -Przepraszam. -mruknął szybko, powstrzymując negatywne emocje, zawarte w ogniu. -Zamyśliłem się..

    OdpowiedzUsuń
  47. Szedł radosnym, sprężystym krokiem w stronę sklepu, który polecił mu jeden mieszkaniec Norrheim. Moran pewnie nigdy by tu nie zajrzał, gdyby miał dostęp do swoich towarów, ale zanim to się stanie musiałby chodzić w podartej kamizelce. Żeby to szlag wziął tamtego gońca...
    Ale w sumie był pozytywnie nastawiony do tej sprawy. Miał bowiem doskonały pretekst by zawiązać w ten sposób jakiś kontrakt handlowy pomiędzy Gondra Com. a jakąś inną filią kupiecką. A wartość nabytej w ten sposób współpracy jest niezwykle wysoki, bo zarówno jedna jak i druga strona mają pewność o jakości i wypłacalności swoich kontrahentów.
    Sam sklep był raczej dobrze usytuowany, wystrój podchodził pod gust bogatej klienteli, ale wielkość nie robiła już zbytniego wrażenia. Ot po prostu sklepik w miejscowości o małym znaczeniu. Natomiast to co stało już za samym sklepem było warte bliższego przyjrzenia się, gdyż duży magazyn, nawet jeśli niewidoczny na pierwszy rzut oka, dawał dodatkowe podstawy handlowe do zawarcia kontraktu.
    Jednak zanim wszedł do środka, jego wzrok przykuł jeszcze jeden element. Dziewczyna, podlotek wychodzący ze sklepu bez niczego w dłoni. Co jak co, ale jak już się idzie do kupca z takimi przedmiotami, jakie oferuje Tupper, to tylko znajomy lub ktoś z rodziny wychodzi z pustymi rękoma. Szybko zbliżył się do kobiety i uzbrajając się w swój najlepszy uśmiech zagadał do niej.
    - Widzę, że piękna pani sama spaceruje. Czy mógłbym dołączyć i cieszyć się tą wspaniałą pogodą w tak wspaniałym towarzystwie?

    OdpowiedzUsuń
  48. Ruszył obok dziewczyny, dostrajając swoje tempo chodu do jej. Bezpośrednia zgoda i niefrasobliwość trochę nie pasowały do dobrze ułożonej córki handlowca, ale równie dobrze mogła przechodzić okres młodzieńczego buntu. Jeśli jego przypuszczenia są prawdziwe, to znaczy, że wygrał los na loterii i może delikatnie się rozluźnić.
    - Ach, dziękuję. Widzę, że właśnie wyszłaś od Tuppera. W mieście mówią, że sprzedaje on bardzo dobrej jakości towary. Przyszedłem tu, by sprawdzić te plotki.
    Usmiech z jego twarzy nie znikał, jednak przyjął formę bardziej grzecznościową. Badał w ten sposób grunt ewentualnej rozmowy i jej przebiegu.

    OdpowiedzUsuń
  49. [ Karczmy, każda ulica w mieście, może z wyłączeniem miejsc, gdzie mieszkają bogacze, rynek, gdzie się snuje, słucha grajków, albo co gorsza, sam próbuje rzępolić na rozwalających się skrzypkach, plaża pod murami, gdzie siedziałby rzucając kamieniami do wody i gadał sam do siebie, albo każde inne miejsce w mieście, tylko, że nocą. Nawet sypialnia Primrose, gdyby był głodny XD O burdelach nie wspominam, bo chociaż to jego główne i ulubione miejsce występowania, raczej nie przyda się to w wątku :P]

    OdpowiedzUsuń
  50. Tak jak myślał. Była córką Tuppera. Ułatwiało to bardzo dużo spraw i jeśli właściwie rozegra tę partię, to będzie mógł negocjować ze znaczniej lepszej pozycji, aniżeli początkowo zakładał. Oczywiście równie dobrze mógł wszystko zniszczyć.
    - Czyli jednak prawdę mówili w mieście. W końcu taka ładna panienka chyba by mnie oszukała, prawda?
    Zachichotał lekko i chwycił dziewczynę pod łokieć. Tak można było o wiele lepiej rozkoszować się rozmową, a i spacer wydawał się przyjemniejszy. A jeśli nie mylił się co do beztroskiej dziewczyny, to za chwilę mu się wywinie i zaśmieję się z jego postępku.

    OdpowiedzUsuń
  51. Serce zabiło mu jak młot. Mógł ją poparzyć... Aby taka sytuacja nie miała miejsca w przyszłości, przyklęknął przy ogniu i wyciągnął z płomieni rozżarzoną stalową kartkę, która ubsuwała palące się drewno w głąb paleniska. Bezceremonialnie złapał gorącą kartę i odsunął palenisko. Na jego dłoni wyłonił się krwawy ślad i bąble. Salival nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Usiadł tylko na fotelu i chwilę coś pomruczał. Wszystko wchłonęło się w dłoń.
    -Czasem gdy tu zasypiam, w ogni jest teatr moich snów. Tak samo jak teraz; wystarczyły się zamyśleć. Poznałabyś wiele historii. Niezupełnie ciekawych, z mojego życia.. -uśmiechnął się lekko.

    OdpowiedzUsuń
  52. No cóż. Poszło trochę szybciej, niż się spodziewał, ale to wcale mu nie przeszkadzało. Po prostu mocniej ujął jej ramię.
    - A więc chcesz powiedzieć, że okłamiesz mnie, jeśli zapytam cię o coś innego niż towary twojego ojca, tak? Ranisz moje uczucia, droga panienko.
    Tym razem zaśmiał się głośniej. Szczerze i beztrosko. Nie obawiając się niczego co mogłoby go spotkać. W końcu taką przybrał rolę i to była jego druga skóra.
    - A tak przy okazji. Chyba jeszcze się sobie nie przedstawiliśmy, prawda? Nazywam się Moran Gondra - kupiec z Iliadu.

    OdpowiedzUsuń
  53. Pory mają do siebie to, że zaskakują.
    [Zima zaskoczyła drogowców! XD]
    Bo przecież nikt po lecie nie spodziewa się jesieni. To wcaaale nie jest oczywiste, prawda? Wynn nienawidził jesieni. W gruncie żadnej pory roku nie lubił. Choć nie miał polskich korzeni, stosunek do świata miał momentami podobny do naszych rodaków – nic mu nie pasowało. Bo mokro. Bo zimno. Lato by lubił, ale noce były za krótkie.
    Leżał na kamienistej plaży. Z jednej strony wzgórze, z drugiej czerń morza. Jaki kolor miało może? Błękitny, stalowy? A może zielonkawy? Wynn nie umiał doszukać się w pamięci żadnej odpowiedzi. Czy widział kiedykolwiek może w dzień? Nawet jego, bardzo dobra jak uważał, pamięć zawodziła.
    Westchnął pod nosem. Czarna jak smoła masa szumiała cicho. Nie było wiatru i fale łagodnie obmywały brzeg. Jakieś wydmowe trawsko, które zapuściło się aż nad samą wodę wyrastało obok niego, zasłaniając mu częściowo widok. Nie mniej kroki dziewczyny dosłyszał. Podniósł się minimalnie, zaciekawiony kto przerwał mu czcze rozmyślania. Niezauważony przez dziewczynę usiadł na piasku.
    - Zimno na kąpiele. – stwierdził lakonicznie.

    OdpowiedzUsuń
  54. [ Och, w sumie bez różnicy mi xd. Wybierz sobie któregoś. Unique raczej wszędzie spotkasz. Necro najczęściej na cmentarzu :3]

    OdpowiedzUsuń
  55. - Całkiem niepospolite imię wraz z niepospolitym nastawieniem do życia. Jesteś pewna, że ojciec chce wysłać cię do klasztoru?
    Okazał przesadne zdumienie i niedowierzanie dla jej słów. Oczywiście znał takie przypadki, ale dotyczyły one rodzin wielodzietnych, gdzie nie było co zrobić z niechcianą córką. A z plotek, które zasłyszał wynikało, że Primrose jest jedynaczką. Żaden człowiek nie wyśle jedynaczki do klasztoru, jeśli może ją dobrze ożenić.

    OdpowiedzUsuń
  56. W zamyśleniu wyrysował jakiś wzór wyrzuconym przez morze patykiem na piasku, tam, gdzie akurat nie było tylu kamieni. Po chwili uniósł głowę, by spojrzeć na blondynkę. Zatrzymał na niej spojrzenie skrzących, ciemnych oczu przez jakiś czas, a dopiero potem znów opuścił je na swoje ręce.
    - Nie przezięb się, panienko. – Kolejna krótka, nic nie znacząca wypowiedź. Absolutnie nie w stylu Willa. Dziwne.
    Milczał. Mijały kolejne minuty, on ciągle rysował patykiem. Dopiero po jakimś czasie zdał sobie sprawę, że wyrzucony przez morze, idealny do takiego bazgrania kij o Sotro zakończonym czubku jest niewątpliwie z osikowego drewna. Spowodowało to jego wielkie rozbawienie, które objawiło się światu w krótkim śmiechu.
    - Nie boisz się tu sama przychodzić, w środku nocy? Co tu robisz?
    Pytał cichym głosem, znów unosząc wzrok na jej postać. ego oczu w cieniu nienaturalnie błyszczały, choć równie dobrze mogłoby być to dziwaczne złudzenie.

    OdpowiedzUsuń
  57. -Rozumiem. Odprowadzę cię. Jest już ciemno, a tymbardziej niebezpiecznie -dodał ostatnie dwa słowa nieco ciszej. -osiodłam konia.. -wstał i wyszedł.
    Nie chciał straszyć Primrose lataniem, mogłobyć dość stresujące. Wyciągnął karego ogiera ze stajni. Miał na tyle długą sylwetkę, że spokojnie dwie osoby się na nim zmieszczą. Założył mu siodło i uprząż. Nawet jeśli dziewczyna nie potrafi jeździć konno, Salival ją utrzyma. Nic trudnego, bo jest od niego o wiele mniejsza. Wrócił po dziewczynę do swojej chaty.
    -Chodź, odwiozę cię. -uśmiechnął się lekko.

    OdpowiedzUsuń
  58. -Nawet mnie nie próbój denerwować- powiedział spokojnie, uśmiechając się.
    Wyprowadził ją na dwór. Nie był pewien czy umiała wsiadać na tak wysokiego konia, więc delikatnie posadził ją na grzbiecie ogiera; była lekka jak gęsie pióro. Usiadł za nią, obejmując ją delikatnie w pasie jedną ręką.
    -Gdzie konkretnie mieszkacie ? -spytał, ponaglając konia, aby szedł jak najbardziej wyciągnietym i szybkim stepem.
    Nie wiedział, gdzie jechać więc nie chciał galopować, póki co.
    -Nie martw się, przytrzymam cię.

    [w porządku, już chyba kończymy, co?]

    OdpowiedzUsuń
  59. [Jak najbardziej, z miłą chęcią. Masz może na niego jakiś pomysł?]

    OdpowiedzUsuń
  60. [Co ty na to, by natknęła się na Agatona wieczorem w lesie, kiedy będzie trenował walkę mieczem? I powiedzmy zaskoczony pogrozi jej mieczem, za co później będzie ją przepraszał?]

    OdpowiedzUsuń
  61. Najzwyczajniej w świecie potrzebował chwili dla siebie. Cały dzień spędził na niańczeniu dzieci, które raczej nie miały ochoty się uczyć. Już wiedział, dlaczego tak bardzo ich nie lubił. Małe, nieznośne stworzonka, które nie słuchają tego, co się do nich mówi.
    Jednym, gładkim cięciem pozbawił manekina głowy. Przystanął na chwilę by sprawdzić, ile celów jeszcze mu zostało, kiedy w oddali rozległ się pomruk. Westchnął cicho z nadzieją, że pojawi się jakaś bestyjka, z którą będzie mógł się zmierzyć. Już od dawna nie miał okazji stoczyć prawdziwej walki. Na śmierć i życie. Najwyraźniej tego właśnie mu brakowało.
    Pozbawił kolejnego manekina ręki, kiedy coś za jego plecami nadepnęło na gałąź, która pękła z trzaskiem. Uśmiechnął się nikle pod nosem. Zamachnął się w tamtą stronę, jednak w ułamku sekundy zmienił zdanie. Ciął płytko, unikając tym samym przecięcia delikatnej skóry. Odsunął stalowy Orkan, po czym schował go do pochwy na plecach. Zmarszczył ukryte pod grzywką czoło, nie kryjąc zdziwienia. Szybko jednak uświadomił sobie, że przecież omal jej nie zabił. Zgiął plecy w lekkim ukłonie.
    - Najmocniej panienkę przepraszam, myślałem, że to Endriaga.

    OdpowiedzUsuń
  62. -W porządku. Może trochę wyginać na zakrętach, ale trzymaj sie mocno grzywy i dasz radę. Także będę cię trzymać -uśmiechnął się jeszcze, nachylając się i szepnął coś do konia w obcym języku.
    Koń wyrwał lekko, co powinno być niepokojące, ale jego galop był szybki i miękki - nic nei trzęsło, nawet na zakrętach. Aż Salival zdziwił się, że jego wierzchowiec potrafi tak delikatnie biec.
    Wypadając z lasu, skręcił ostro. Podjechał pod sam sklep ojca Primrose, przed którym zwolnił i zahamował. Koń stanął dumnie gdy Salival go poklepał. Zsiadł z jego grzbietu, po czym pomógł dziewczynie.
    -Jeździłaś wcześniej? Bardzo dobrze się trzymasz. -uśmiechnął się, ściągając ją z konia. -miło, że mnie odwiedziłaś i jeśli będziesz miała ochotę; wpadnij jeszcze. Miłej nocy. -puścił jej oko, po czym znów wsiadł na konia.
    Wyprostował się w siodle i ściągnął pięty w dół. Koń zerwał, o wiele mocniej, niż gdy Primrose na nim siedziała i zniknęli w ciemności.


    [Mam nadzieję ;) dobrze mi się z Tobą pisze]

    OdpowiedzUsuń
  63. Westchnął ciężko psiocząc na siebie w duchu. Jednocześnie dziękował Bogom, za swój instynkt, który (choć nie zawsze) ratował życie nie tylko jego. Odchrząknął cicho ponownie się kłaniając, tym razem nie tak nisko.
    - Powinienem być bardziej ostrożny - powiedział najwyraźniej skruszony.
    Oparł dłoń na mieczu przy boku i przygryzł wargę. Wysoki ogier zarżał skubiąc ze smakiem trawę, najwyraźniej nie przejmując się bieżącymi wydarzeniami. Spojrzał na niego przez ramię z głębokim niedowierzaniem i pokręcił głową. Przeniósł spojrzenie na dziewczynę z pytającą miną.
    - Co panienka robi w takim miejscu, w dodatku sama? - Spytał z nieukrywanym zaciekawieniem w głosie. - To niezbyt bezpieczne miejsce. I nie mam namyśli nieuważnych młodzieniaszków, wymachujących mieczem - dodał zdobywając się na subtelny uśmieszek, który zaraz posłał w jej stronę.

    OdpowiedzUsuń
  64. Chodząc po lesie, szukając ziół i grzybów na wywary, sam nie zauważył, kiedy odszedł tak wielki kawał drogi od swojej chaty i miasta. Gdyby nie węch, mógłby powiedzieć, że błądzi. W pewnym momencie, zdenerwowany już, że nawet jego węch go oszukuje - wzbił się nad korony drzew. Może i coś uda się upolować z góry? Zorientował się nawet gdzie obecnie jest i jak wielka odległość dzieli go od cywilizacji. Postanowił poszukać jakieś sarny czy dzika, jednak udało mu się lokalizować... Prawdopodobnie Primrose. Nie znał innej blondynki w tym świecie, ani nie przyswajał do wiadomości, że inna może istnieć. Zleciał w dół, londując parę metrów przed dziewczyną.
    -Nie za daleko od miasta, Prim? -rzekł, idąc w jej stronę - jesteś pół dnia drogi od domu...

    OdpowiedzUsuń
  65. -Tam masz miasto -pokazał na ich prawą stronę. -przed chwilą byłem nad drzewami, jeszcze je widać. Gdzie ty łazisz, przecież... -urwał.
    Przypomniała mu się akcja z klasztorem i chyba to był jedyny powód dla którego mogłaby uciekać. Teraz walczyło w nim dwóch Salivalów. Jeden mówił wyraźnie: odstaw ją do ojca, nie jest tu bezpieczna, drugi krzyczał nie co głośniej i paniczniej: już, bierz ją i znikajcie jak najszybciej. I chyba on wygrał. Zmarszczył brwi i opuścił lekko głowę.
    -Rany... -mruknął - gdzie cię zabrać? -dodał nieco panicznie. -Gdzie nie będzie cię szukał, albo gdzie nie ma szans cię znaleźć?

    OdpowiedzUsuń
  66. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  67. [Chciałam coś napisać, ale zgubiłam się -.-]

    OdpowiedzUsuń
  68. Zaśmiał się głośno.
    -Panno Primrose, nalegam aby panienka trochę odpoczęła, a nawet umyła -starł z jej policzka ciemną smugę -ile już tu błądzisz? Pewnie jesteś głodna i zmęczona.
    Nie chciał aby kto jak kto, ale Prim błąkała się po lesie sama. Nie wiedział czy zdaje sobie sprawę, że dojazd do jego domu z mapą to jakieś trzy, cztery dni. Jego otoczenie było odstraszające i raczej nikt nie wpadnie na to, aby szukać tam drobnej blondynki.
    -Prim. Mieszkam prawie cztery dni od miasta -powiedział, kładąc jej dłoń na ramieniu - to, że wtedy szliśmy tam parę minut było czystym czarem skracającym.

    OdpowiedzUsuń
  69. - Taa... Według jednej plotki jestem pięciogłowym potworem, ziejącym ogniem i żywiącym się wyłącznie dziewicami. Według innej jestem zesłaniem z nieba, które pomoże każdej zagubionej duszyczce. Jak słyszę takie rzeczy, to się śmieję i przechodzę dalej.
    Moran lekko się zamyślił i skupił swój wzrok na parze bab, które aktualnie żywo rozmawiały, wskazując na nich palcami. Było jasne, że plotkują teraz o tym, że są parą, że Gondra podrywa córkę kupca i niebiosa wiedzą co jeszcze.
    - Najlepiej zawsze postawić sprawę jasno, prawda? Czyli dobrze byłoby iść do źródła plotek, a mianowicie do twojego ojca.

    OdpowiedzUsuń
  70. -Myślę, że wuj zabierze cię prosto do ojca... -przypatrzył się jej- a ja jestem sam, więc każde towarzystwo jest dla mnie jaknajmilej widziane. Więc równie dobrze mogę spać całe dnie i włóczyć się bez celu w lesie. Jak i ty. -przekrzywił lekko głowę- nie chcę abyś się błąkała. Gdzieś są obozowiska efów, które bez namysłu zabijają ludzi. Nie zdąrzysz się odwrócić i będziesz miała brzuch przebity strzałą; ja bym się zastanowił... -wykrzywił usta. Naprawdę nie chciał aby łaziła sama i do tego tak zajechana -Proszę cię.

    OdpowiedzUsuń
  71. Wzruszył lekko ramionami. Przyjrzał jej się uważnie zapamiętując drobne detale na jej twarzy.
    - Sądzę, że większość robi to z czystej grzeczności - przyznał szczerze, chociaż równie dobrze mógł się mylić. W końcu to tylko jego osąd. - A mnie to na prawdę interesuje. Ostatecznie na prawdę może ci się coś stać.
    Gwizdnął na ogiera. Podszedł do niego stępa, dość niechętnie, jednak posłusznie. Zastrzygł zaciekawiony uszami i szturchnął chłopaka pyskiem, by ten go popieścił. Poklepał ogiera po smukłej szyi i podrapał delikatnie jego chrapy.
    - Ale jeśli chcesz, to ja mogę ci towarzyszyć - zaproponował przenosząc wzrok na dziewczynę.

    OdpowiedzUsuń
  72. Uśmiechnął się lekko i rozprostował skrzydła. Nakrył nimi ich ciała, tak, że żadna smuga światła nawet nie przemknęła przez mambranę skrzydeł.
    -Czekaj chwilę. -mruknął.
    Z zewnątrz dochodził cichy szum. Gdy zdjął skrzydła z ich głów, okazało się, że znajdują się w domu Salivala. Standardowo ogień huczał wesoło w kominiku. Woda wrzała na kuchannym palenisku.
    -Idę zaparzyć ci herabty i zrobić coś do jedzenia, a w wannie jest już ciepła woda. Płotna, którymi możesz się wytrzeć wiszą na krześle, koło wanny. Leżą na czystej sukni. Mam nadzieję, że nie będzie na ciebie za duża...
    Gdy skończył mówić, przeszedł do drugiego pomieszczenia, aby przygotować jedzenie dla jego gościa.
    Płótna byly nowe, a wanna ukuta z prawdziwego marmuru. Była gładko wykończona, pełna ciepłej wody. Suknia miała kolor bakłażanu, obszyta delikatną, złotą nicią. Miała klasyczny krój i długie rękawy.

    OdpowiedzUsuń
  73. - Zdziwiłbym się, gdybym usłyszał coś innego. W końcu twój ojciec jest kupcem, prawda. Z takimi zawsze się ciężko rozmawia, choć sądzę, że mógłbym spróbować. Mam w tym trochę obeznania.
    Uśmiechnął się ciepło do podlotka i poklepał ją po trzymanej ręce, jakby dodawał jej otuchy. Wszystko szło powoli w kierunku, jaki zaplanował.

    OdpowiedzUsuń
  74. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  75. [BOŻE , NE WIEM , mam ochotę zacząć wątek, ale mi nie idzie XD]

    OdpowiedzUsuń
  76. Na stole stał obiad dla Prim; pieczeń, dużo warzyw, kilka rodzajów sera i kilka kromek chleba orkiszowego. Obok stała jeszcze ciepła herbata w dużym, glinianym kubku.
    Sam Salival, siedząc w fotelu z otwartą księgą na kolanach i okularami zsuniętymi na nos, drzemał w blasku płomieni, w których znów tańczyła mała kobieta, grająca na flecie.
    Zasnął, czekając na Prim, która kąpała się dość długo. Czytał książkę o magii i magicznych stworzeniach.

    OdpowiedzUsuń
  77. Ocknął się, gdy jego ognista przyjaciółka dotknęła go ciepłem w dłoń, wystającą spod koca. Rozejrzał się. Gdzie Prim? I dlaczego jest przykryty? Wtem ogarnął mieszkanie i zorientował się, że śpi obok, na fotelu.
    Delikatnie wziął ją na ręce i zaniósł do swojej sypialni, gdzie położył ją w łóżku i przykrył pościelą z gęsimi piórami, która była wyjątkowo miękka. Posprzątał i znów usiadł przed kominkiem, tym razem na podłodze. Pozwolił swojej ognistej przyjaciółce ukołysać go do snu swoim tańcem i spał tak do rana.

    OdpowiedzUsuń
  78. - A czemu by nie? Z chęcią pomogę takiej miłej dziewuszce i przy okazji poznam twojego tatę. Jak dla mnie to wystarczające powody, by to zrobić.
    Uśmiechnął się ciepło do Primrose i powoli zawrócili w stronę z której przyszli. Dziewczyna była młoda i jeszcze niezbyt doświadczona w sprawach sercowych, co było widać jak na dłoni. Mimo jednak swojej niewinności bijącej we wszystkie kierunki, wykazywały też pewien swoisty fatalizm. Bardzo to odpowiadało Moranowi.
    - A więc postanowione. Pogadam sobie z twoim ojcem na temat przyszłości, jaką masz mieć. Sądzę, że sama chciałabyś podejmować decyzje o swojej roli, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  79. - Sądzę, że jakoś go udobrucham. Widzisz, szedłem do was, bo chciałem kupić nową kamizelkę, a skoro poznałem taką miłą dziewczynę, to wolałem odłożyć to na zaś. Teraz mam więc przynajmniej powód, by ze mną pogadał.
    Uśmiechnął się łagodnie i ucałował wierzch dziewczęcej dłoni. Wiedział, że miał w niej już swoją cichą pomocnicę.

    OdpowiedzUsuń
  80. Zaśmiał się cicho na jej słowa, kątem oka obserwując uważnie swojego wierzchowca. Nie wyglądał na szczęśliwego, chociaż przyjął pieszczoty z największą przyjemnością. Widocznie uznał, że Heros nie pozwoli mu zrobić krzywdy, co oczywiście było prawdą. Przyjrzał jej się dokładnie, jakby chciał sprawdzić z której strony jest tą całą "niezrównoważoną dziwaczką".
    - Jak dla mnie nie jesteś dziwaczką - odparł posyłając jej drobny uśmieszek. - Widywałem prawdziwych dziwaków.

    OdpowiedzUsuń
  81. - Bo widzisz. Właśnie dlatego, że to właśnie powiedziałaś. I dlatego, że to ja zacząłem tę rozmowę i ten temat, a nie ty, Primrose.
    Co jak co, ale jeśli już ktoś tu kogoś wykorzystywał do swoich celów, to był to Moran, a nie ten mały podlotek. Wrodzona inteligencja i talent nie zastąpią wieków doświadczenia mężczyzny. Choć może w przyszłości i mu dorówna, ale jak na razie można było ją przejrzeć na wylot.
    - Twój ojciec jest w sklepie, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  82. - No to nie ma co czekać. Chodźmy wprost do niego.
    Przyśpieszył kroku, lekko ciągnąc małolatę za sobą. Wyglądało to tak jakby to ona miał naście lat, a ona była dostojną, dojrzałą kobietą. Cóż... Czasem warto odwrócić role, by lepiej ukazać pewne sprawy. W każdym bądź razie Moran wiedział, że takie postępowanie prędzej zjedna mu tę duszyczkę, niż ją do siebie zrazi.
    - To jesteśmy na miejscu.
    Wyszeptał do niej, gdy stanęli przed progiem sklepu. Gondra oczywiście wszedł tak, jak jakiś ważny klient i przy okazji uśmiechał się porozumiewawczo do Primrose.

    OdpowiedzUsuń
  83. -Jak się spało? -powiedział z lekka zaspany.
    Od rana już męczył książkę oprawioną w skórę; jej tytuł głosił 'Magia Zaawansowana'. Nucił coś pod nosem, czytając. W ogniu znów dział się niezły teatr.
    -Zjedź coś, a ja idę nakarmiń konie. -odłożył książkę i zwinął szczelniej skrzydła na plecach.
    Wyszedł z domu na paręnaście minut. Kształty w ognisku teraz przestały biegać jak szalone i wszystke zapatzryły się w Primrose.

    OdpowiedzUsuń
  84. - Witam, panie Tupper. Muszę powiedzieć, że ma pan wspaniałą córkę. Radosne to to i pełne życia, a do tego cały czas zachwala pana i pańskie towary.
    Moran skinął głową i poprawił okular, przemawiając do starszego kupca. Typ człowieka jaki przedstawiał ojciec Primrose był dość typowym pośród kupców i dobrych mężów, a więc działał i ciężko pracował, niekoniecznie przemyślawszy dokładnie całą sprawę. I prawdopodobnie był też uparty.
    - Ale, ale. Zamiast zachwalać pańską córkę, chciałbym się skupić na interesach. O tuż widzi pan, potrzebuję nową kamizelkę z czarnej byczej skóry, a słyszałem, że tutaj mają najlepsze, w czym utwierdziła mnie ta młoda dama. Oczywiście zapłata w złocie, w mało oberżniętych monetach.

    OdpowiedzUsuń
  85. -Ogniki cię wypłoszyły? -uśmiechnął się, głaszcząc konia po boku -są jak dzieci; aby się nimi zająć i zainteresować. czasem wchodzą mi we włosy, ale ich nie palą -pokręcił głową.
    Jeden z koni przestał jeść i podszedł, obwąchując Primrose. Jego boki zdobiły zielonkae wzrory i pierzaste skrzydła.
    -Spodobała ci się, co? -mruknął, głaszcząc konia po łbie - jest łągony i bardzo ufny. Ale tylko mi daje się dosiąść. Znalazłem go kiedy był jeszcze źrebięciem. Miał skrzydła zawinięte w sieć. Pewnie cudem udało mu się uciec przed myśliwymi. Kiedyś była nagonka na pegazy i ucinano im skrzydła, ale... jemu sie udało.
    Koń nadal wpatrywał się w Primrose, tykając tera jej dłoni chrapami.
    -Chyba chce, żebyś go pogłaskała.

    OdpowiedzUsuń
  86. -Strachy trzeba przełamywać. -ujął jej dłoń i położył na chrapach konia, który dmuchnął ciepłym powietrzem -a domowa klacz mogłaby być pomocna. Zawsze mniejszy czy większy, ale transport. A pegazy mają właściwości... hm.. nie tyle co lecznice, ale... czekaj.
    Zdjął z niej delikatnie płaszcz i nakrył ją skrzydłem, aby nie zmarzła. Rozłożył w rękach jej nakrycie i zarzucił ogierowi na plecy. Ten jakby zastanowił się chwilę i spod płaszcza rozpłysły strumienie światła. Gdy Salival go zdjął, wyglądał jak nowy: żadnych zadrapań, zadarć czy śladów użytku.
    -Magia, umiejętności naprawcze... Jak zwał , tak zwał..

    OdpowiedzUsuń
  87. Jeśli ktoś pytałby się, czy w Norrheim jest jakiś szaleniec każdy mieszkaniec tego miasta, będący tutaj od przynajmniej dziesięciu lat, odpowie" Tak jest w tym mieście szaleniec". Gdy zapyta się o tożsamość tegoż szaleńca taki mieszkaniec odpowie "To ten Opętany Cmentarny Skurwysyn, Szalony Grabarz, Necro Green".
    Na taką właśnie reputację zapracował sobie ten wyglądający niezwykle młodo, białowłosy mężczyzna.
    Był zdecydowanie inny od innych ludzi.
    Spojrzenie jego jasnoniebieskich oczu było nienormalnie szalone, tak samo uśmiech jego bladoróżowych warg.
    Kolor jego włosów również był niespotykany... Kto w końcu miał białe włosy? Prawie nikt...
    Niezwykle niski zawsze nosił wysokie, skórzane buty na wysokich obcasach, co raczej zawsze było domeną kobiet, by dodać sobie choć tych kilka centymetrów.

    Stuk. Stuk. Stuk.
    Taki właśnie równomierny dźwięk wydawały obcasy owych butów na kamiennej kostce brukowej, z której wybudowana była jedna z wielu uliczek cmentarza.
    Wiatr bardzo radośnie bawił się jego niezwykle długimi białymi, rozpuszczonymi włosami, których nieraz zazdrościły mu kobiety.
    Wokół jego nóg falowała końcówka jego długiego, idealnie dopasowanego na jego kobiecą figurę, płaszcza.

    Sprawnym, tanecznym krokiem omijał wszelkie groby. Obok w jednej ręce trzymał wiadro pełne wody a w nim pływała jakaś szmata. W drugiej trzymał bukiet czerwonych róż
    Jakimś cudem znalazł jeden ze starych zaniedbanych grobów i dziś miał zamiar wymyć go porządnie i położyć na nim róże ze swego ogrodu. A żeby zmarły tam człek czuł lepiej. I oczywiście by jego cmentarz wyglądał ładniej!
    Wtem dostrzegł przed grobem dziewczynę.
    - Dzień Dobry.- powiedział z uśmiechem i postawił wiadro obok owego grobu.

    OdpowiedzUsuń
  88. Nie przejmował się tego, że dziewczyna nie uiała zrozumieć powodów jego rozbawienia. Może wyjdzie na wariata, może nie. Tak naprawdę mało go to obchodziło. Ludzie, którzy myśleli, że go znają mieli o nim przeróżne zdanie. W ich oczach był szaleńcem, błaznem, lub przyjacielem. Póki nie chciał nic osiągnąć dzięki ich przyjaźni, pozwalał im myśleć naprawdę cokolwiek.
    - Wielu ludzi moi się spacerować samym po nocy. Sam nie wiem czemu. – Zaśmiał się wesoło. Widać miał bardzo dobry humor. Chociaż w sumie zawsze miał bardzo dobry humor.

    OdpowiedzUsuń
  89. Ten nie przejmując się zbytnio i upadł spokojnie na kolana by po chwili mokrą szmatą zacząć szorować grób.
    - Mam nadzieje iż panienka się nie obrazi, gdy wyszoruję ten grób. Taki zapuszczony obniża estetykę tego cmentarza.- powiedział, bardzo szybko doprowadzając go do dawnej świetności.

    Wystarczyło tylko trochę wysiłku i jeden bukiet czerwonych róż, by grób wyglądał jak nowy...
    Nie licząc tych kilku odłamanych kawałków marmuru, które młody pan Green dostrzegał i obiecał sobie w jak najszybszym czasie naprawić.
    - Od razu lepiej.- skwitował i mocno przeciągnął się jednocześnie oblizując swe bladoróżowe wargi.

    OdpowiedzUsuń
  90. - Panie Tupper. Zabiera pan z przed moich oczów zachętę do podwójnej zapłaty. - Moran uśmiechnął się szeroko, ale puścił Primrose. Ważne, by wyczuć odpowiedni balans między naleganiem, a uległością. - Poza tym sądzę, że właściciel Gondra Company może rozmawiać całkiem szczerze z tak szacownym w tych stronach kupcem.
    Rzucił atutową kartę na stół. Jego kompania była doskonale znana w całym imperium i wiele osób korzystało z jej usług, w tym i konkurencja. Moran wątpił, był Tupper nie był jednym z jego klientów, gdyż część towarów na półkach była rozprowadzana tylko przez niego. Mianowicie pustynny pył do lekarstw i zęby śniegowych tygrysów, z których wyrabiano najdroższe, najmocniejsze i najpiękniejsze rękojeści do broni i spinki do ubrań. Oczywiście takie zagranie w tym momencie było dość niebezpieczne, gdyż strona przeciwna traciła zainteresowanie wyrównaną rozmową i stawała się albo uległa, albo agresywna, co tylko niepotrzebnie komplikowało ewentualne kontrakty handlowe.

    OdpowiedzUsuń
  91. [ Mieć ochotę mam, gorzej z pomysłem. ]

    OdpowiedzUsuń