Aktualności
LISTA OBECNOŚCI ZAKOŃCZONA!
Wydarzenia

wtorek, 9 października 2012

Bajka o mgle.


Gdzieś na ziemiach Dorynu, żył pewien człowiek, który rozdrażniony natężeniem istot magicznych, przypadkowo dowiedział się, że sam nią jest i posiada wielką magię. Nosił imię Horogon. Pewnego dnia, uznał, że chce stworzyć swoje wielkie dzieło, które nie pozwoli mu być samotnym.  Czarodziej żył w odosobnieniu. Jego wygląd odpychający z powodu licznych blizn, więc kobiety nie raczyły spojrzeć na niego. Horgon przemierzając przez las, dostrzegł kłębistą biel unoszącą się nad ziemią. Pomyślał: "Dlaczego by nie nadać jej życia?". Zmącił mgłę krótkim czarem i wyłonił się z niej perłowy koń, wodzący nozdrzami po kamieniach i trawie. Gdy dostrzegł czarodzieja, spłoszył się delikatnie. Jednak jego ciekawość wygrała i podszedł do człowieka. Pozwolił dotknąć swoich nozdrzy, głowy, szyi i grzbietu. I tak Mgła zaufała człowiekowi. Wędrowała za nim wszędzie. Chodziła na polowania, spała pod drzwiami jego domu, śledziła go, gdy szedł do miasta, na targ, wiodła za sobą zapach ziół i kwiatów o poranku. Horgon  mówił do niej, niepewny czy rozumie; śpiewał jej i grał na flecie. Jednak Mgła lubiła znikać, gdy Horgon już ją zauważył. Tak naprawdę rozpływała się tylko po ziemi, później znów przyjmując kształt konia. Czarodziej pokochał Mgłę, bo nie odstępowała mu na krok, nie pozwalała mu pamięć, że istnieje sam dla siebie. Dał jej na imię Rosemary. Pewnego dnia Mgła zniknęła. Człowiek nie mógł już wyczarować innego stworzenia. Ani z mgły, ani z ognia, z wody, z powietrza, z dymu. Co się stało z Rosemary? Nikt nie wiedział. Gdy minęło już wiele lat, a czarodziej umierał, postanowił ostatni raz ujrzeć piękny las. Świtało. Nie ma nic piękniejszego od  porannego lasu. Niestety nie miał sił. Przybity faktem, że zemrze w cieniu domu, chciał jak najszybciej przyspieszyć agonię i wypić truciznę. Wtem usłyszał rżenie zza okna i poczuł silny zapach ziół. Lekko podniósł się, aby wyjrzeć.  Rosemary czekała na niego. Starzec wyszedł z domu, a Mgła pomogła mu się utrzymać. Horgon zrozumiał, że nie stworzył towarzysza do życia, a stróża, który nie odstępował go na krok, nawet, gdy się nie pokazywał. Co się stało z Rosemary po śmierci czarodzieja?
Mijały lata, a Mgła błąkała się po lasach. Stada koni bały się jej, a inne mgły nie dawały oznak życia. Rosemary nie czuła, że zaczęła się przekształcać. Jej ciało zaczęło być ludzkie. Włosy płomieniały kolorem jesiennych liści, a oczy zieleniały trawą, jak przyroda, w której została stworzona. Młodą Rosemary znalazł myśliwy, przemierzający konno las. Dziewczyna nie mówiła, ale jego uroda go urzekła. Myśliwy zabrał Mgłę na dwór swojego pana. Ów młody hrabia był bezdzietny i nie mieszkał z żadną kobietą. Gdy po raz pierwszy ujrzał Rosemary, rzekł do niej: "Nie mówisz? Nie wiem czy rozumiesz... Co będę miał z tego, że tu zostaniesz?". Rosemary rozumiała każde słowo i potrafiła odpowiedzieć, jednak nie chciała rozmawiać. Popatrzyła na mężczyznę i przekrzywiła lekko głowę. Hrabia westchnął i kazał zostawić Rosemary na parę dni 'próby'. Mgła okazała się bardzo pomocna. Kilka dni później, pan rzekł do Mgły: "Masz jakieś imię? Nie wiem jak do ciebie mam się zwracać.", a ta przyniosła pergamin i piórko, nakreśliła na im swoje imię i podała hrabiemu, uśmiechając się ciepło. Mimo, że hrabia nie okazywał swoich uczuć, także pokochał Rosemary. Ta z czasem zaczęła mówić. W mieście słynęła ze swojej delikatności, skromności i skrytości. Miejscowi lubili Rosmery, która często grała na flecie, tańczyła i śpiewała. Hrabia kazał traktować ją jak panią dworu, ubierać ją, szyć jej suknie, czesać włosy i myć, jednak nie było to jej potrzebne. Nikt nie znał nocnej natury Mgły, która lubiła pod postacią konia galopować przez lasy, pielgrzymując do grobu Horgona. Co noc nosiła tam białą lilię. Hrabia w końcu zorientował się, że istota nie jest człowiekiem i prawdopodobnie nie chce z nim żyć, ze względu na jej mistyczną naturę, więc powiedział Rosemary, że ma wolną rękę i jeśli chce, może odejść. Rosemary lubiła towarzystwo hrabi, bo sprawiał, że także nie była samotna i została na dworze. Jednak ich szczęście nie trwało długo, bo pan lubił hulanki i zabawy. Pewnego dnia, upojony winem, pochwalił się swoim majątkiem w karczmie. Został zabity i okradziony. Mgła nie rozumiała czym jest dokładnie śmierć. Dostrzegła tylko, że hrabia już nie budzi ją rankiem i nie całuje w czoło na dobranoc, że w ogóle go nie widuje. I tak Mgła znów ruszyła w podróż, zabierając suknie i zegarek hrabi, który dał jej kiedyś w prezencie. I tak Rosemary, wyposażona jedynie w odzienie, kieszonkowy zegarek z różą wytłoczoną na wieku i wierzchowca zmarłego hrabiego, wyruszyła w świat. Jechała długo, odziana w wełniany płaszcz pana, z zarzuconym na rude włosy kapturem. Po miesiącach wędrówki, kąpieli w jeziorach, spania na trawie oraz w sadach i lasach, dotarła do jakiegoś miasta. Miejscowi nazywali je Norrheim. Rosemary sprzedała konia i osadziła się w lesie, obserwując miejscowe istoty pod postacią konia, a czasem kobiety. W nocy naprowadza zagubionych w lesie na ścieżki i wyprowadza ich z gęstwin. Zna las na pamięć.
Nie jest wojowniczką. Nie jest śmiertelna. Nie ma innych potrzeb, prócz oddychania. W końcu jest mgłą... Mówi niewiele. Urzeka swoim charakterem i delikatną urodą. Na pierwszy rzut oka przypomina szlachciankę, gdyż nosi suknie szyte z niesamowicie rzadkich materiałów, najczęściej w kolorze szmaragdu, a przy piersi zegarek ze złota. Jej głowę zdobią rude włosy. Gdy się przestraszy, natychmiast przybiera postać mgły. Ma skryte marzenie. Pokochać i znów być kochaną. 

(Witam pięknie, razem z moją Mgłą. Mam nadzieję, że chętnie będziecie ją spotykać w lesie i korzystać z jej pomocy lub zwyczajnie szukać jej, gdy będziecie samotni. Mam wielką prośbę: uwielbiam dawać wolną rękę, więc ponieście wodze wyobraźni i napotkajcie Rosemary pod jaką postacią chcecie i w jakich okolicznościach wam wygodnie. Jestem zawsze chętna do wątku, zapraszam.) 

53 komentarze:

  1. Trochę rozdrażniony szedł leśną ścieżką, oświetlając drogę niewielką latarnią. Był zły, ponieważ miał nadzieję znaleźć obóz jakichś łowców, o którym słyszał w miasteczku. Byłaby to świetna okazja handlowa na przeróżne leśne składniki i inne rzeczy, jak grzyby, futra, kły dzikich bestii. A jako, że nikt nie mógł mu powiedzieć, gdzie ten obóz jest, ale wszyscy zgodnie twierdzili, że jest, to ruszył sam z rana do lasu w jego poszukiwaniu i jak głupi nie wziął przewodnika. Dobrze, że znalazł chociaż tę ścieżkę...
    Zamyślony i trzymając w pogotowiu broń na wszelki wypadek szedł przed siebie, gdy poczuł czyjąś obecność. No może poczuł to za dużo powiedziane, ale miał wrażenie, że czyjś wzrok spoczął na jego postaci. Z przeszłości spędzonej w stolicy doskonale wiedział, że to znaczy, że ktoś do niego strzeli, albo, że ktoś coś od niego chce. Nie miał zamiaru dopuścić ani do jednego, ani do drugiego, ale strzelanie na oślep też było złym pomysłem. Zgasił latarnie, zostawiając ją na ziemi i wyciągając swoją specjalną broń zza pazuchy odezwał się cicho, ale słyszalnie dla każdego w promieniu kilkunastu metrów.
    - Jeśli życie ci miłe i nie masz złych zamiarów, ujawnił się natychmiast. Nie lubię mieć ogona podczas spacerów.

    OdpowiedzUsuń
  2. - Koń? Co tutaj robi koń?
    Wszystkie zmysły mówiły mu, że to nie jest ordynarny środek transportu jaki można zakupić w mieście. Powoli schował pistolety do kabur i na nowo zapalił latarnię, by lepiej się przyjrzeć stworzeniu, które wystawiło łeb z krzaków i spoglądało na niego. Mocny, ziołowy zapach i niezwykła faktura końskiej skóry nie dawała żadnych racjonalnych dowodów, że to zwykła istota.
    Magia... Jeśli odrzuci się wszystko co niemożliwe, to nawet najbardziej niesamowite wyjście jest prawdziwe. W tym przypadku była to magia, a to oznaczało, że mógł się rozluźnić. Magia działała na jego ciało tak bardzo jak zmiana smaku wina w beczce po dodaniu jednej czarki wody. Coś się dzieje, ale zmiana jest absolutnie niezauważalna.
    - Kim jesteś, koniku? Nie jesteś zwykły, prawda? Takie konie, jak ty nie chodzą raczej samotnie po lasach. - Powoli zbliżał się do tej mglistej istoty i ostrożnie wyciągnął wolną dłoń w kierunku chrap. Nie chciał go przestraszyć, bo mimo wszystko w tym momencie było to ciężkie stworzenie, które mogłoby go stratować. - Rozumiesz mnie, prawda? Sądzę, że tak. Widać to w twoich ślepiach i w tym jak reagujesz na mój głos. Kim ty jesteś...?

    OdpowiedzUsuń
  3. - Ha! Wiedziałem!
    Uderzył się rozradowany po udzie, a potem ukłonił się w stylu przybyłym wprost ze stolicy. Lekko, dystyngowanie, jak należy u wyższych klas i bogatych, wpływowych ludzi.
    - Założę się, że masz jakieś imię, panienko. Moje brzmi Moran Gondra.
    Uśmiechnął się ciepło, tak jak zawsze, gdy flirtował z szlachciankami. Dziewczyny w Iliadzie były zawsze łase na piękne słówka, ale jeśli zasypywało się je od razu komplementami, to stawało się w kolejce razem z durniami, którzy wokół nich skakali.
    - Sądzę, że znasz dobrze te tereny. Czy mogłabyś powiedzieć mi, w którą stronę znajduje się Norrheim? Po ciemku droga już inaczej wygląda, a jestem tu nieobyty z topografią.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wynn rzadko kiedy oddalał się od ludzi. Spędzał cały czas w murach miasta, żyjąc życiem ludzi, którzy je zamieszkiwali na wieloraki sposób; kradł ich życie całkiem fizycznie, a także czerpał z ich towarzystwa, maskując samotność iluzją stałych towarzyszy. Trwał w dziwacznym miejskim chaosie już od lat, tak naprawdę nie potrafiąc i nie chcąc zastąpić tego sposobu bytu czymkolwiek innym. Smród panujący w murach Norrheim, jego paskudne, pełne zakłamania życie traktował jako swoje naturalne, zwykłe środowisko.
    Czasami były jednak takie noce, chwile, kiedy miał dość. Kiedy nie potrafił już prowadzić bezsensownych dyskusji nad kuflem piwa, którego nigdy nie miał wypić, już nie potrafił udawać, że słucha i gadać bez sensu i niczym. Wtedy uciekał. Sam, nie licząc łaciatego wyżła, który czasem towarzyszył mu w wędrówkach. Las w okolicach Norrheim, choć rzadko odwiedzany, był mu bardzo dobrze znany. Wampiry mają raczej dobrą pamięć i nie miewają problemów z orientacją.
    Tej nocy Wynn dotarł do dużego, starego dębu i usiadł pomiędzy jego powyginanymi korzeniami wgryzającymi się w ziemię wpatrując się przed siebie w milczeniu. Choć dokuczało mu złe samopoczucie, nie chciał topić smutków w ekstazie i krwi. Kto wie, czemu ktoś pozbawiony rozumu i sumienia robi tak, a nie inaczej? Tego chyba nikt nie zrozumie…
    Towarzystwo psa o łaciatych bokach, Hrabiego, tylko go denerwowało. Nie odgonił jednak psa, pozwalając mu swobodnie ułożyć się obok niego. Jego natura lepiej znosiła towarzystwo zwierząt, niżeli ludzi, którzy to byli mu naturalnym pożywieniem. Wampir zagłębiał się w nikomu nieznanych, dziwnych przemyśleniach, kiedy wyżeł zerwał się na równe nogi i zaczął szczekać. Wyczuł coś.
    Wynn miał znacznie lepsze zmysły od zwierzęcia… Więc czemu nic nie zauważył?
    Nawet pies czuł, że powietrze aż pulsuje od magii, którą niosła ze sobą mgła, którą Wynn wziął za normalną rzecz. Wampiry nie wyczuwają czarów…
    [Wybacz, że takie mało ambitne.]

    OdpowiedzUsuń
  5. Można by polemizować, kto w tym towarzystwie jest większym tchórzem. Czy to szczekający, niewątpliwie w wielkim niepokoju wyżeł, czy to Mgła, która spłoszona nagłym dźwiękiem, straciła swą postać, czy to mężczyzna, który dotąd swobodnie gładził wolną ręką miękki, ciepły bok zwierzęcia, a teraz nagle stanął na nogi, z trudem powstrzymując się od odruchu wyciągnięcia zza pasa diablo ostrego sztyletu. Głupi był to odruch, kiedy miało się walczyć przeciwko mgle.
    Zresztą nikt tu przecież wcale nie chciał walczyć. Wszak Wynn był mordercą-pacyfistą.
    Jedynie odruchy miał głupie.
    Błyszczące, ciemne oczy wpatrzyły się w ciemność. Spoczęło na postaci konia. Chociaż z wiadomych względów mężczyzna nie okazał typowych objawów fizycznego strachu; jego zapach nie zmienił się ani odrobinę, oddech, ani serce nie przyśpieszyły (to trzecie nawet nie pomyślało o tym, by zabić chociaż raz na kilka minut, dla przyzwoitości), to widać było na jego twarzy niepokój. Niepokój nie tyle ludzki, co bardziej odpowiadający spłoszonemu zwierzęciu.
    Opuścił ręce i wycofał się kilka kroków. Stanięcie na jednym z monstrualnych korzeni dębu przypomniało mu, że wkrótce uderzy o pień plecami.
    Zaklął w myślach. Większość dzieci natury, leśnych stworzeń darzyła go niepohamowaną nienawiścią, węsząc aurę śmierci. W lesie zawsze był obcy. Nie bez powodu w okolicy nie było żadnego dzikiego zwierzęcia. One bały się go bardziej od ludzi. Niewiele zwierząt mu ufało. Wilki, szczury, czasem psy… Lecz większość reagowała na jego pojawienie się niesłusznym atakiem paniki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Zatrzymał się, a z jego twarzy na chwilę zniknął strach, pozostawiając po sobie jedynie czujność i odrobinę niepewności. Zwierze utkane z mgły, choć nie wyglądało na groźne, mogło mieć różne zamiary. Wynn, wbrew temu co sądzi się o wampirach, kochał swoje życie takie jakim było i naprawdę nie chciał się z nim rozstawać, dlatego był też ostrożny. Ostrożny do bólu.
    Zapanowała cisza, przerwana jedynie ledwo słyszalnym echem myśli widmowego konia. Wynn delikatnie skinął głową, nadal nie spuszczając z istoty wzroku. Powoli się uspokajał. W końcu, jakby po długim zastanowieniu przeniósł spojrzenie na psa, który kręcił się w miejscu, nie wiedząc co ze sobą począć i skarcił go krótko, tak, że zwierze zamilkło i przysiadło pomiędzy korzeniami drzewa.
    - Jesteś duchem lasu? – zapytał cicho. Wiedział, że odpowiedź będzie przecząca. Nie zobaczyłby chyba ducha. Poza tym wszystkie duchy miały jasno określony stosunek do niego i raczej nie podchodziły żeby się przywitać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wynn był dotychczasowym mistrzem świata, jeśli chodzi o dziwne reakcje. Właśnie pobił go własny pies, który widząc materializującego się człowieka z gracją łaciatego słonia wpadł kobiecie na kolana z dziejową misją wylizania jej twarzy. Hrabia na ogół był spokojnym stworzeniem… Wynn, widząc to zachowanie nie powstrzymał krótkiego śmiechu. Może to świadomość realności, stałości postaci leśnego ducha poprawiła mu humor… Sam właściwie nie wiedział.
    - Wybacz za niego – powiedział, a w jego głosie pobrzmiało rozbawienie. – Zwykle nie bywa tak wylewny.
    Nie minęła chwila, a wampir, praktycznie całkiem się uspokajając wyciągnął dłon do dziewczyny, by pomóc jej wstać.
    - Obiecałem sobie nie dziwić się już niczemu… A jednak, widmowy koń mnie zdziwił – mruknął pod nosem.

    OdpowiedzUsuń
  8. - Ha! Wiedziałem!
    Uderzył się rozradowany po udzie, a potem ukłonił się w stylu przybyłym wprost ze stolicy. Lekko, dystyngowanie, jak należy u wyższych klas i bogatych, wpływowych ludzi.
    - Założę się, że masz jakieś imię, panienko. Moje brzmi Moran Gondra.
    Uśmiechnął się ciepło, tak jak zawsze, gdy flirtował z szlachciankami. Dziewczyny w Iliadzie były zawsze łase na piękne słówka, ale jeśli zasypywało się je od razu komplementami, to stawało się w kolejce razem z durniami, którzy wokół nich skakali.
    - Sądzę, że znasz dobrze te tereny. Czy mogłabyś powiedzieć mi, w którą stronę znajduje się Norrheim? Po ciemku droga już inaczej wygląda, a jestem tu nieobyty z topografią.

    OdpowiedzUsuń
  9. "Niesamowicie cicha z niej dziewuszka. Ale lekkości kroku nie można jej odmówić, a co dopiero zwiewnych ruchów. Na pewno ma w sobie coś z damy..."
    Te i inne rozważania chodziły po głowie kupca, gdy szedł w pobliżu dziewczyny. Nie narzekał jednak na nudę, ani na skrytość towarzyszki. Raczej obmyślał po cichu jakby zarobić na takiej znajomości. Była na pewno istotą magiczną, choć nie był do końca pewny, czy stworzono ją, czy też przemieniono z żywej osoby.
    - A więc, panienko, jakie jest twe miano, o ile zechcesz mi je zdradzić? Czy może też powinienem sam zgadnąć jak ono brzmi?

    OdpowiedzUsuń
  10. Zanim odpowiedział oświetlił krzak poruszony wiatrem. Niby nic, ale wystraszyło to dziewczynę.
    - Rosemary to piękne imię. I dość popularne. Natomiast rozumiem dlaczego zwą cię Mgłą.
    Mówił beztrosko, patrząc na bok ścieżki i szukając jakichś dodatkowych oznak niezwykłości. Nie mógł polegać do końca na zmysłach węchu i wzroku z powodu obecności tego duszka, ale słuch i "szósty zmysł", jak lubił nazywać swój handlarski dryg, nie wykazywały żadnych dodatkowych anomalii. Jednak to jej reakcja była zastanawiająca i dość wymowna. Nikt ze spokojnym sumieniem tak się nie zachowuje, więc albo ktoś ją ściga, albo sądzi, że ją ściga. Powinien mimo wszystko mieć się na baczności.

    OdpowiedzUsuń
  11. Oświetlił jej postać światłem z latarni, gdy zadała to pytanie. Nie, żeby ukrywał swój zawód, ale chyba nie do końca jej chodziło o to czy pracuje tak, czy inaczej. Możliwe, że po prostu chciała potwierdzić, że jest człowiekiem.
    - Kupcem. Przybyłem do Norrheim z Iliadu, by zawiązać trochę kontraktów handlowych i być może założyć filię. Ty, jak rozumiem, odprowadzasz zagubionych podróżników.
    Uśmiechnął się ciepło i kontynuował dalej marsz. Chyba zaczął rozpoznawać nawet okolicę.

    OdpowiedzUsuń
  12. W jej słowach było słychać tęsknotę. Oczywiście dla kupca takiego jak on to była wymarzona sytuacja. Leśny duch mógł zamienić się w prawdziwą kopalnię złota, a wystarczy dać tej dziewczynie tylko poczucie przydatności i tego, że się chce z nią przebywać.
    - Może tak, może nie. Jest to nie ważne. Bardziej interesuje mnie to, czy zechciałabyś się spotkać ponownie. Pogadalibyśmy trochę, spędzili przyjemniej czas i pokazałabyś mi okolicę, co?
    Gładkie słówka, nasycone głosem o głębokiej barwie jaką posiadał zazwyczaj sprawiały, że dziewczęta niemal mdlały, słuchając go. Było to doskonałe narzędzie handlowe, ale także do nawiązywania nowych znajomości, z czego starał się korzystać.

    OdpowiedzUsuń
  13. - To, że czegoś szukałem to masz rację, ale mylisz się, jeśli sądzisz, że się nie zgubiłem. Po prostu brnąłem dalej w nieznane.
    Pomiędzy drzewami zauważył mrugające światełka domów. Na pewno byli w pobliżu jakiejś osady, więc Monar mógł już bez problemu zatroszczyć się sam o siebie.
    - Szukałem obozowiska leśnych łowców, ponieważ znają ten las i gdyby udało mi się z nimi zawrzeć umowę handlową mógłbym powiększyć swoje wpływy i bogactwo.
    Na chwilę się zatrzymał obserwując zachowanie Rosie, jak zaczął nazywać ją w myślach, a potem wzruszył ramionami i zaczął iść w stronę świateł.
    - To co powiesz o tym, by się spotkać o zachodzie słońca na skraju lasu? Będę w każdym bądź razie tam czekać.
    Machnął ręką na odchodnym, spijając powoli zadowolenie z konwersacji. Znając życie, zaintrygował dziewczynę na tyle mocno, że jeśli nic jej poważnego nie wypadnie, będzie czekać na kolejne spotkanie z nim.

    OdpowiedzUsuń
  14. Cofnął się, rozumiejąc, że pozwala sobie na zbyt wiele. Zwalił niezręczność sytuacji na swoje problemy z zachowaniem. Trudno. Bywa.
    - Mam sobie iść? –zapytał, bardziej w ciekawości niż niepewności. Przy materialnej dziewczynie tak łatwo było zapomnieć, że ma się do czynienia z utkanym z mgły duchem. Zbytnio się wyluzował. Jednak z tego co widział, istota nie chciała zesłać go na dno piekielnej otchłani. W gruncie rzeczy to dobry znak…
    [wybacz brak weny. Obiecuję poprawę.]

    OdpowiedzUsuń
  15. - William.
    Odpowiedział prosto. Pytała o imię, dostała imię. Nikt go już nie używał, jedyną jego pamiątką był grób w rodzinnym miasteczku, lecz czy kogokolwiek to obchodziło? To było imię Wynna, prawdziwe imię. Czasami tak się przedstawiał. Chociażby po to, by nie zapomnieć brzmienia tego słowa.
    - Will Hyantell. W miasteczku mówią na mnie Wynn - dodał już bardziej sensownie.
    W istocie, nie był wampirem typowym. Był pozbawionym moralności mordercą, ale przy okazji kimś kto zachowywał się jak człowiek, wyłączając pewną trudność w zrozumieniu głębszych uczuć. Owa trudność jednak towarzyszyła mu od urodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  16. - Tak. Ale nie martw się, zapewne i tak nie dałbym rady zrobić Ci jakąś krzywdę, prawda? - spojrzał na nią z ciekawością.
    - A Ty duchem - odpowiedział wywracając jednocześnie oczami.- Już nigdy nie będę się dziwić niczemu co zobaczę w okolicach Norr. To nie ma sensu.
    -Pochodzisz stąd? - zapytał ją.

    OdpowiedzUsuń
  17. [Mogłabym powiedzieć to samo :P]

    Do miasteczka przenieśli się niedawno i hrabia wciąż nie wiedział, co o tym wszystkim myśleć. Ale mówi się, że najciemniej jest zawsze pod latarnią ... więc... Gdyby chodziło tylko o niego, może by się nie troskał. Lecz była i młoda adeptka, Elain. A ta dziewczyna miała prawdziwy dar do pakowania się w kłopoty. I któż wtedy śpieszył jej na pomoc i prostował wszystko? Rola Mistrza nie była łatwa.
    I może właśnie dlatego czasem potrzebował chwili dla siebie. Chwili takiej jak ta, gdy przemierzał okoliczne lasy na grzbiecie Finna, wiernego kasztana i obecnego ulubieńca z hrabiowskiej stajni. Po dość długim biegu sierść wierzchowca lśniła lekko od potu, lecz krok wciąż był pewny. Devril miał to do siebie, że lubił silne i wytrwałe konie, trudne do okiełznania i kapryśne. To dodawało całej przejażdżce uroku... nawet jeśli Elain nie chciała się z nim pod tym względem zgodzić.
    Lecz teraz lepiej, że podopiecznej nie było z nim. Devril tylko pozornie bowiem oddawał się przyjemnością. Hrabia, czy też bardziej wypada powiedzieć Strażnik Czasu zamierzał zbadać ślady obozowisk, jakie odkrywano w lesie.

    OdpowiedzUsuń
  18. Mimo iż słyszał słowa dziewczyny, to nie przywiązał do nich zbyt dużej uwagi. Nie chciał spotkać elfów, a jakichś innych łowców. Z elfami ciężko się dogadać, jeśli nie mają kilkuset lat i nie zaaklimatyzowały się pośród ludzi. Ich niedojrzałość lub pycha zawsze doprowadzały do zerwania kontraktu.
    Noc i dzień spokojnie minął mu na obmyślaniu kolejnych wariantów spotkania na skraju lasu i tego co mógłby wynieść z tego. Oczywiście posiadanie przyjaźnie nastawiony inteligentny twór magiczny wśród sprzymierzeńców było mało satysfakcjonujące dla osoby jego pokroju, więc chciał zbliżyć się do niej jak najbardziej tylko się dało. Jej umiejętności niezwykle przydałyby mu się w interesach, a i ona sama też wcale niebrzydka była.
    Gdy wieczór nadszedł, wziął swoją ulubiona kamizelkę, założył na prawe oko okular z iluminatorem, tak, że mógł spokojnie widzieć nawet w głębokich ciemnościach i udał się na miejsce spotkania. Na skraju lasu usiadł pod drzewem i czekał aż Mgła pojawi się przy nim. Tylko tyle mógł zrobić w tym momencie.

    [Praktyka w takich grach. Poza tym potrafię dobrze się wczuć w swoją postać.]

    OdpowiedzUsuń
  19. [Bardzo ciekawa KP. :]]

    Niektórzy szukali towarzystwa wśród ludzi. Krążyli bez celu po rynkach i gościńcach, mając nadzieję na poznanie kogoś nowego i przysłowiowe zabicie samotności. Ogólnie takie znajomości miały bardzo mało wspólnego z prawdziwymi przyjaźniami, ale wielu osobom to wystarczało. Byli też tacy, którzy bezceremonialnie pukali do domów i wpraszali się na herbatę. Najprościej było siedzieć w karczmie z kuflem piwa lub miodu, wszak tam zawsze kogoś się spotykało.
    Raisha z pewnością nie należała do żadnej z tych grup. Owszem, można było natknąć się na nią w Elhyr, ale bynajmniej nie szukała tam "przyjaciół". Lubiła się po prostu napić i odpocząć. Poobserwować. Posłuchać, co mówią. W końcu jako osoba namiętnie praktykująca swoją profesję musiała wiedzieć, co się dzieje w mieście. Bardzo dokładnie.
    Grono jej przyjaciół było bardzo wąskie, jeśli chodzi o istoty człekokształtne. Co innego dzieci Natury. Monotonnie kiwała się w siodle, kontaktując się z nimi. Jej przyjaciółmi były drzewa i istoty zamieszkujące las. Nauczono ją, jak się z nimi porozumiewać i żyć w zgodzie. Wyglądało na to, że zaraz zaśnie. Raczej nie powinna sobie na to pozwalać, jednak miała pewność, że Tułacz ostrzeże ją w razie niebezpieczeństwa. Obrzuciła wzrokiem okolicę spod wpół przymkniętych powiek, po czym wbiła go w ledwie widoczne znaki na jego ciele. Wyglądało na to, że nic ciekawego się nie wydarzy.
    Jednak ogromny, kary ogier targnął łbem i zastrzygł uszami, a znaki zajaśniały błękitem. Wiedźma zmarszczyła brwi, unosząc głowę. Wyczuwała jakąś obecność, ale nie potrafiła jej zlokalizować i sprecyzować.

    OdpowiedzUsuń
  20. Lekkie łaskotanie na ramieniu i ciepły głos dziewczyny. Większość mężczyzn oszalałaby na samą myśl o takim stanie rzeczy, ale... Moran nie należał do większości. Odchylił głowę i spojrzał czule na Rosemary. Tak jak nie patrzy osoba obca, ale osoba doskonale znana.
    - Dobry wieczór. Wspaniała pogoda na spacer. Zwłaszcza, że dzisiaj księżyc powinien być doskonale widoczny.
    Kupiec powoli podniósł się z ziemi i dokładnie otrzepał spodnie z liści i innych leśnych śmieci, po czym z uśmiechem przywitał duszyczkę.

    OdpowiedzUsuń
  21. - Nie znam okolicy, więc zdam się na ciebie. Sądzę, że każde miejsce dobre dla ciebie będzie równie dobre dla mnie.
    Postąpił krok w jej stronę i delikatnie ujął jej dłoń, po czym złożył drobny całus na jej powierzchni. Traktował ją jak damę, gdyż to częścią jej osoby. Doskonale widział ten element jej osobowości podczas poprzedniego spotkania.

    OdpowiedzUsuń
  22. [Ten anonim to ja. Z telefonu odpisuję raczej tak, bo ciężko się loguje/wpisuje nick.]

    OdpowiedzUsuń
  23. Dosiadł się do dziewczyny i spojrzał na odbicie księżyca w tafli wody. Ot po taki zwykły obrazek o romantycznym zalążku. Mógłby wykorzystać sytuację, ale przyśpieszanie spraw nigdy nie jest dobrym pomysłem. Handel ma swoje reguły, a podryw swoje, choć w tym przypadku korzystał z nich jednocześnie.
    - Ładne miejsce. Takie... spokojne. Niemal nieziemskie.
    Aura okolicy była dość jednoznaczna. Odprężała i dawała poczucie bezpieczeństwa. Uczucie którego Gondra nie znał, bo nawet jeśli wyglądał na kompletnie odprężonego był w stanie zareagować natychmiast.

    OdpowiedzUsuń
  24. - To że nie znam historii tego miejsca, nie oznacza, że jest inne w wyobrażeniu. Możesz się śmiać, ale w stolicy są punkty piękniejsze od tego, gdzie rodziny spędzają radośnie czas, a w nocy mordercy grasują i gwałcą co popadnie.
    Zaśmiał się gorzko. Nawet utopia ma fundamenty w śmierci i nieszczęściu, więc dlaczego tutaj nie miałoby dojść do jakiejś tragedii? Lub kilkuset tragedii? Życie to nie bajka, a walka o przetrwanie i Moran doskonale o tym wiedział. Tak dobrze, jak mało kto, zważając na to kim jest i co potrafi.
    - Jednakże nie ma co obdzierać z ułudy tego jeziorka. W tym momencie jest to spokojne i miła miejsce w którym możemy obserwować wschód księżyca.
    Ciepły uśmiech wrócił na jego usta, gdy odwrócił głowę w kierunku Mgły. Luna świeciła pięknie tej nocy, otaczając ich swą srebrną poświatą. Tęsknił trochę za jej głosem.

    OdpowiedzUsuń
  25. - O sobie? Nie mam zbyt wiele do opowiedzenia na swój temat.
    Położył się wygodnie na ziemi, podkładając sobie ręce pod głowę. Chciał patrzeć w gwiazdy i w Jej twarz. Chciał, choć nie powinien.
    - Jestem po prostu kupcem, któremu udało się dojść do fortuny i władzy dzięki ciężkiej pracy i odrobiny szczęścia. Do tej pory pracowałem w stolicy, zawiązując liczne kontrakty i oddając się swoim obowiązkom, gdy w końcu kogoś zdenerwowało to, jak ktoś nie będący szlachcicem mógł dojść do takiego poziomu, więc zostałem zmuszony do wyjazdu. Na razie mieszkam tutaj, później pewnie gdzieś pojadę i będę jeździć dopóki znów nie będę mógł wrócić do Iliadu.
    Ciągły potok słów. Wyuczonych, zapamiętanych, ukazujących jedną prawdę jego osoby. Wszystko co powiedział było absolutną prawdą, choć tylko z jednej perspektywy. Z innej kłamał, a z jeszcze innej zrobił i to i to. To było gładkie kłamstwo, a zarazem także prawda. Coś w czym musiał się wyspecjalizować, by przeżyć.

    OdpowiedzUsuń
  26. Przysłuchiwał się przez chwilę jej głosowi, po czym zauważył, że jej wzrok padł znowu na niego. W tym momencie ich spojrzenia się spotkały. Tak po prostu. Moran bynajmniej nie podglądał jej poczynań, a jedynie zwrócił uwagę na nuconą przez nią piosenkę. Chyba kiedyś już ją słyszał. Dawno temu, zanim jeszcze przyjął to imię.
    - Masz ładny głos i śliczne oczy. Można rzec: magiczne - cicho zachichotał. W końcu ona była zrobiona z magii. - Może teraz ty mi opowiesz coś o sobie?

    OdpowiedzUsuń
  27. - Według mnie to jest ciekawe. Na tyle, że warto o tym rozmawiać.
    Dotknął delikatnie ramienia dziewczyny. Wszystko szło trochę za szybko. Jako kupiec się z tego cieszył, ale jako mężczyzna była zaniepokojony. Coś tu nie grało mu po prostu i tyle.
    - Wygląda na to, że lubisz podróżować. A co byś powiedziała na kilka podróży ze mną? Pokazałbym ci jak wygląda świat z zupełnie innej perspektywy. Wolny, pełen cudów i widoków o jakich nawet nie śniłaś.

    OdpowiedzUsuń
  28. Delikatnie się uśmiechnął na to obwieszczenie. To mu wystarczyło na chwilę obecną.
    - Coś się znajdzie. Z handlem jest taka sprawa, że każdy może wziąć w nim udział i zarobić. Znajdziemy także coś, co będzie pasować także do twojej osoby i twoich umiejętności.
    O resztę rzeczy już się martwić nie musiał. Zyskał potężnego sprzymierzeńca w interesach, choć o wielkości tej drobnej dziewuszki nikt poza nim nie powinien się dowiedzieć. Musi ją jeszcze tylko odpowiednio ukierunkować, a wtedy i ona będzie zadowolona i on będzie miał z tego pożytek. Jeśli kontrakt nie będzie korzystny dla jednej ze strony, to będzie bardzo łatwo go zerwać.
    - Jeśli chcesz zobaczyć, jak to będzie, to wybierzmy się na próbę do miasta tranzytowego za tydzień. To są dwa dni drogi na południe.
    Powoli wstał i spoglądał na srebrzystą twarz Luny widniejącą wysoko na niebie. Wiedział, że jest obserwowany, jak każdej świetlistej nocy.

    OdpowiedzUsuń
  29. Roześmiał się w głos. Można to rzecz zrządzeniem losu, że znalazł ich właśnie teraz. W sumie to oni znaleźli go, ale to szczegół. Dzięki okularowi widział doskonale ich ruchy w cieniach drzew, więc widział także strzały wycelowane dokładnie w jego serce. Co za niesamowity zbieg okoliczności.
    - Już, już, panowie. Nie przyszedłem z wami na wojnę, tylko porozmawiać. Może byście odłożyli te luki i weszli światło, hm? Ty, z zielonymi włosami, nie ładnie jest mielić w zębach przekleństwo na gościa.
    Dwie strzały wystrzeliły w kierunku Morana i gdyby nie zrobił uniku, pewnie padłby martwy. Na szczęście wszystko doskonale widział. Elfy zdębiały całkowicie i jeden wystąpił naprzód. Czuć było, że gardzi rodzajem ludzkim i podszedł tylko dlatego, że jest tu znajomy duch, a człowiek zrobił coś naprawdę niesamowitego.

    [Oddam ci elfa. Nie mam żadnych pomysłów na monolog, który powinien być rozmową pomiędzy tą dwójką.]

    OdpowiedzUsuń
  30. - Kupiec z Iliadu. - Kiwnął głową na znak powitania. Teraz zacznie się cały cyrk. - Moran Gondra. Zapomniany. Jeśli nie chcesz, by twoi ludzie byli rozrzuceni po całym lesie, to niech lepiej odłożą łuki. Nie lubię rozmawiać gdy ktoś do mnie celuje.
    Gondra postąpił krok przed siebie. Jeśli się nie mylił, to elfy posiadały najbardziej przerażające legendy o jego rasie. O rasie, której nawet imię zastąpili określeniem "Zapomniani". Uśmiechnął się jednak ciepło do dziewczyny, po czym dopiero wtedy jego stalowy wzrok skupił się na twarzy elfa.
    - Przyszedłem, jak przed chwilą wspomniałem, porozmawiać, choć nie było to moim celem dzisiejszego wieczoru. No ale skoro przerwaliście mi spędzanie przyjemnego czasu o to z tą damą, to nie widzę przeciwwskazań.

    OdpowiedzUsuń
  31. Uścisnął dłoń długouchego bez skrupułów. Przede wszystkim był człowiekiem interesu, a duma w tym kompletnie nie pomagała. Nie miał żadnych przeciwwskazań co do elfów, poza tym, że cholernie trudno robi się z nimi interesy przez ich wywyższanie się. Napomknięcie o swojej prawdziwej naturze pomaga pozbyć się tej całej dumy zazwyczaj.
    - Więc prowadź, szefie. Nie chciałbym by Rosie uznała niezadowolenia z powodu mojej osoby.
    Chwycił mocniej rękę dziewczyny i poszedł za łucznikiem przez las. Oczywiście już w głowie obmyślał ewentualne scenariusze kontraktu, a także potrzeby jakie mieliby Łowcy i które mogłyby skusić ich do ugody.

    OdpowiedzUsuń
  32. - Widzę, że od razu przechodzisz do rzeczy. Podoba mi się to. - Moran uśmiechnął się do elfa i pogłaskał dziewczynę po głowie. - Moja propozycja jest taka. Za skórę w dobrym stanie z wilka, czy niedźwiedzia moja kompania płaci 50% ceny rynkowej, a za skórę jakiegoś rzadkiego potwora 85%. Wszelkie wyroby będzie musiał ocenić mój człowiek, jednak znając wasze upodobania i kunszt sądzę, że nie zejdą one poniżej 300. Gondra Com. dodatkowo jeszcze da wam rabat na wszelkie wyposażenie leśnicze, żywność i lekarstwa wynoszące cenę producenta plus 4% marży. Czyli krótko mówiąc nasze produkty, po okazaniu dokumentu współpracy będą tańsze o około 15 do 23%.
    Wyrecytował swoje warunki handlowe. Były w tym momencie korzystniejsze dla niego, ale elfy też nie byłyby stratne. Jednakże nie mógł zapewnić im całkowicie uczciwych warunków, gdyż jako szef tak dużej organizacji musiał też wliczyć ryzyko handlu z grupą ogólnie potępianą w państwie i wyszukać ludzi, którzy nie przyczynili się do zerwania umowy z jego strony. To będzie praca na kilka tygodni, choć właśnie takie zlecenia były najbardziej podniecające.

    [Wybacz, ale nie wezmę gadki elfa. Może się zgodzić lub zaproponować jakieś inne warunki, ale to jednak twój pomysł]

    OdpowiedzUsuń
  33. Chwycił Rosemary pod rękę i spokojnie dalej z nią spacerował. Dzień był aż nadto udany.
    - Też to zauważyłem. Jego podwładni co chwilę spoglądali na mnie nerwowo i pewnie obmyślali jakby mnie tu nadziać na te ich patyki. Dobrze, że mają jednak takiego wodza, bo ich krucjata byłaby krwawa i bardzo krótka.
    Roześmiał się cicho. Wysoko na niebie księżyc świecił, ukazując im ścieżkę i sprawiając, że las wyglądał nierzeczywiście. Magicznie, bez użycia samej magii.
    - Jednak sądzę, że powinniśmy wrócić do ważniejszej sprawy naszej rozmowy, zanim nam przeszkodzono. Zgodzisz się wyjechać ze mną za tydzień na kilka dni do miasta?

    OdpowiedzUsuń
  34. [Wybacz, ale w tejże chwili ja także nie mam żadnych pomysłów ;c]

    OdpowiedzUsuń
  35. Roześmiał się, słysząc ten potok słów z jej ust. Kto by pomyślał, że ta nieśmiała istotka z poprzedniego dnia potrafi się tak rozkręcić.
    - Podróżuję konno, parostatkami, koleją i sterowcami. Te dwa ostanie to głównie na południu, ale w mieście tranzytowym powinna być jakaś kolej, więc będziesz mogła ją zobaczyć, jak mniemam. Sypiam gdzie popadnie, w zależności od odległości do klienta i okolicy. Czasem jest to karczma, czasem dworek, a czasem namiot. Lubię uzgadniać większość kontraktów osobiście, dlatego zawsze dużo podróżowałem, a w centrali zostawiałem zaufanych ludzi. Co robię? Zbieram informację, plotki i inne informacje zanim zacznę negocjacje handlowe. Zwłaszcza interesują mnie informacje o słabościach moich kontrahentów i to w jakiej dziedzinie przodują. Ułatwia to późniejsze zaplanowanie rozmowy i przebiegu negocjacji. To chyba najważniejsze rzeczy. Reszta wychodzi w czasie.
    Objął bardziej znacząco duszyczkę i wciągnął zapach ziół z jej włosów. Było to całkiem przyjemne uczucie, bo choć mimo braku oryginalnego zapachu, jej ciało w tej formie wydzielało ciepło, które miło go łaskotało.

    OdpowiedzUsuń
  36. - Troszkę - skłamał. - Noce robią się dłuższe i coraz zimniejsze. Jest tu zupełnie inaczej niż na południu. Macie tu także wspaniałe zachody i wschody słońca, które tak bardzo odmieniają krajobraz, nie to co w Iliadzie, gdzie słońce albo świeci, albo jest noc.
    Pogrążył się w lekkim rozmyślaniu. No przynajmniej tak wyglądał, jakby wspominał dobre chwile z dawnych czasów, a w rzeczywistości odbierał to, jak na jego zachowanie reaguje Rosemary. Pozory także są bardzo ważne w handlu.

    OdpowiedzUsuń
  37. [Skorzystam z zachęty i mam nadzieję, że takie rozpoczęcie będzie panience odpowiadało.]

    Uderzył ogiera piętami w kościste żebra. Syknął jak rozeźlony wąż i rzucił się do przodu, młócąc w powietrzu żylastym ogonem. Kłapnął potężną szczęką na zwierzę, gnające przed nimi. Czarny kruk zakrakał cicho wskazując im drogę swoim lśniącym ogonem. Dantalion zaklął cicho po łacinie wyprzedzając swoją służkę. Poły miękkiego płaszcza trzepotały za nim, przez co w blasku poranka wyglądał jak przerośnięty nietoperz.
    Z daleka usłyszał rżenie konia. Bardziej odległe. Rozległ się huk, jakby ktoś uderzył z pełnym impetem w drzewo i na ustach Demona wykwitł drwiący uśmieszek. Nie miał zamiaru przyłączyć się do polowania, chciał je zobaczyć. Ludzie czasami byli naiwni i łatwo wpadali w pułapki.
    Syknął coś do swojej służki. Zamruczała gardłowo, jednak skręciła, niemal zawracając. Czarnowłosy odsunął rozsypane włosy z czoła i zwolnił nieco. Słyszał dość niecierpliwą rozmowę mężczyzn kilka metrów dalej. Widział ich doskonale poprzez gęstwinę roślin. Zmrużył nieznacznie oczy widząc rumaka, za którym odbywała się pogoń. Przypominało klacz, jednak tylko pozornie. Łatwo można było zgadnąć, że zwierzę jest mało materialne.
    Podszedł do przodu przyglądając się zdezorientowanym łowcą. Właściwie to się dziwił, że chcą złapać Mgłę. Tylko tak, mógł ją nazwać, skoro widział to, co widział. Zszedł ze swojego wierzchowca ściskając w skórzanych rękawiczkach wodze. Podprowadził go bliżej zastanawiając się, czy zrezygnują, czy może raczej przeciwnie, uparcie będą starali się ją złapać.

    OdpowiedzUsuń
  38. Och tak! Spektakl był bardzo interesujący. Właściwie nie liczył na to, że dzisiejszego dnia, coś równie sprawnie pochłonie jego uwagę. Zsunął z głowy kapelusz i przeczesał palcami włosy, wprowadzając między pasmami nieład. Cóż, skoro i tak były rozrzucone... Kosmyki opadły wokół jego twarzy, wpadając do oczu, muskając czoło.
    Powiódł wzrokiem za Mgłą, jakby doskonale wiedział, gdzie jej szukać. Prawda jednak była taka, że pierwszy raz w całym swoim długim życiu spotkał kogoś takiego. Bo skoro Mgła żartuje sobie z łowców, musi być wyjątkowa prawda? W przeciwnym razie, nie staraliby się jej pochwycić.
    Pionowe źrenice zbiegły się w wąziutkie kreseczki, przez co oczy demona wyglądały, jak dwa, czyste klejnoty, połyskujące w świetle wschodzącego słońca. Jego usta wykrzywił uśmieszek, pół drwiący pół miękki, którym obdarzył zjawę wpatrującą się w niego z niemym pytaniem.
    - Ja nie jestem tak głupi, jak Przyziemni - odparł spokojnie, obojętnym tonem. - Nie mam zamiaru cię "łapać".

    OdpowiedzUsuń
  39. [To powiedzmy, że nie schodził z konia.]

    Ogier przestąpił z łapy na łapę. Może i był ślepy, ale czuł i słyszał. Wysunął oślizgły, rozdwojony na końcu język sycząc gniewnie.
    - Pacem de - rzucił cicho ze stoickim spokojem. Mimo wszystko zwierzę odsunęło się kłapiąc zębami. Dantalion przerzucił nogę nad jego zadem i stanął przed dziewczyną mierząc ją spokojnym wzrokiem. Już na wstępie segregacja rasowa? Uch, czyżby miała zamiar oceniać go przez pryzmat jego rasy? Cóż, był to dla niego komplement i to wielki! Zrobił minę, jakby nie usłyszał jej określenia, przyglądając jej się uważnie.
    - Dzień dobry - odparł uprzejmie i skłonił lekko głowę. - Nie mówiłem, że im się przyglądam, kobieto - dodał, chociaż wiedział, że nie jest głupia i dobrze wie, co robił. - Ale przyznam, że od dawien dawna fascynują mnie ich zachowania. Nawet te głupie i niezrozumiałe.

    OdpowiedzUsuń
  40. - Nie. Mam ciepłą kamizelkę i koszulę, ale czuję, że ci jest zimno. Masz.
    Zdjął kamizelkę i otulił nią ciało dziewczyny. Jakoś nie było w tym ukrytego celu, poza zwykłą grzecznością. Zresztą nocne powietrze ożywiało go w tym momencie, a niedawno zawarta ugoda i spokojna rozmowa z Rosie pozwalały mu kroczyć spokojnie przed siebie, nie przejmując się zimnem.

    OdpowiedzUsuń
  41. Nie musiała mu opowiadać o tym, jacy są ludzie. Sam dobrze wiedział, jednak ich niezastąpiony dar do zaskakiwania przyciągał go do nich, jak magnes. Pokręcił tylko głową na jej słowa.
    - Nie mówiłem też nigdy, że jesteś ślepym stworzeniem Rosemary - zauważył.
    Tak. Po prostu zaznaczył, że nigdy nie mówił, że ich obserwował. Ot, cała filozofia. Uniósł dłoń, by poklepać swojego wierzchowca po kościstym grzbiecie. Syknął cicho rzucając łbem w stronę nadlatującego ptaka. Kruk usiadł dumnie na jednym z jego rogów kracząc cicho, jakby przekazywał najświeższe nowinki z ptasiego radia swojemu właścicielowi.
    - Jestem Dantalion - odparł Demon ignorując swoje zwierzęta.

    OdpowiedzUsuń
  42. - Myślę, że tam, gdzie nie ma takiego ruchu. Ale nie znam dalej tego lasu, więc muszę cię prosić o wskazanie drogi.
    Spojrzał w jej oczy. Był od niej trochę wyższy, więc światło księżyca odbijało się w nich i błyszczały niczym dwa diamenty. Diamenty o niezwykłej barwie, bo nie białej.
    - Zresztą chyba rzeczywiście robi się trochę późno, a jutro powinniśmy zacząć przygotowywać naszą wycieczkę.

    OdpowiedzUsuń
  43. Przytrzymał wodze, klepiąc swojego wierzchowca po chrapach, które jak dla niego były przyjemne w dotyku. Zawsze powtarzał, że jego zwierzęta są najpiękniejsze, a że większość była raczej mało "zwierzęca"... To nie był jego problem, on też nie był zbyt ludzki.
    - Sądzę, że obserwuję tych ludzi - zerknął przelotnie na łowców, którzy najwyraźniej się poddali i postanowili wrócić do domów czy swoich zajęć.
    Zastanawiał się, jakby to ugryźć. Nie chciał kłamać, ale powiedzenie prosto z mostu, nie brzmiało zbyt ładnie. Niestety wielkiego wyjścia nie miał.
    - Jestem Demonem Wyższym, a raczej Wielkim - nigdy nie rozumiał, dlaczego ludzie często kładą te dwie gałęzie na jednej szali. - A ty? Jesteś niezwykłą Mgłą, czy może masz jeszcze jakieś ukryte zdolności?

    OdpowiedzUsuń
  44. Stróżem. Właściwie swoją profesję również tak mógłby nazwać. Właściwie nazwa jego profesji była tak elastyczna, że na upartego mógł robić za żeglarza, kupca, handlarza i kapłana w tym samym czasie.
    Przeczesał palcami miękką grzywę wierzchowca i pokręcił głową, niemal niezauważalnie.
    - Nie widzi, jednak pozostałe zmysły ma bardzo wyostrzone. To Snarl, hodowany tylko w Piekle.

    OdpowiedzUsuń
  45. - Cóż, skoro tak mówisz... - przedłużył delikatnie ostatnią sylabę. - Choć według mnie wyglądasz młodo i orzeźwiająco - dokończył po chwili.
    Księżyc był w swoim najwyższym punkcie, czyli nadeszła północ. Można rzec, że był to bardzo długi dzień, owocujący w najprzeróżniejsze ewenementy, mimo tego, że większość z nich zdarzyła się dopiero po zmroku. Do najciekawszych należy randka z leśnym duchem, a do najkorzystniejszych kontrakt z elfami. Bilans dnia był więc wysoko na plusie.
    - Dobrze. Wracajmy do miasta. Chciałbym byś się do mnie dołączyła, jednak nie wiem, czy odpowiada ci mieszkanie w karczmie.
    Z drugiej strony musiał też wcześnie wstać, by wysłać depeszę i zarządzić pewne przygotowania.

    OdpowiedzUsuń
  46. Tułacz, bo tak miał na imię ogier Raishy, potrząsnął łbem, zaskoczony nagłą materializacją. W momencie jednak uspokoił się, wyciągając łeb w stronę półprzezroczystej klaczy i zarżał cicho, nadymając chrapy. "Czym jesteś, klaczko?" odpowiedział mentalnie.
    Usta rudowłosej rozciągnęły się w przyjaznym uśmiechu. Wyczuła delikatnie drgania mentalne spowodowane wysłaniem dwóch wiadomości, z czego jedna z pewnością została wykreowana przez Tułacza. Zjawisko dość niezwykłe, zważywszy na jego małomówność. Drugim powodem był widok mglistej klaczy idącej tuż obok. Spotkała się z podobnymi wibracjami tylko raz w życiu, co wspominała... co najmniej bardzo dobrze. "Witaj" zaszemrała, kierując mentalne powitanie ku klaczy. Jako wiedźma nie miała z tym problemów.

    OdpowiedzUsuń
  47. Wiedźma uśmiechnęła się ponownie, pod nosem, wyczuwając w przesłaniu istoty jakby lekkie zdumienie. Przez chwilę i ona przyglądała się jej, po czym przeniosła wzrok przed siebie, wyczuwając, że zwraca się ona do ogiera. Mimo czystego zainteresowania nie mogła być nachalna.
    "Mgła" powtórzył Tułacz, strzygąc uszami. Błękitne znaki na jego ciele zbladły nieco, jednak nadal nie stawały się niewidoczne. Na wzmiankę o zgubieniu się jego mentalne przesłanie zabarwił cichy śmiech. "Skądże. Las jest częścią Raishy, tak jak i ona jest częścią jego. Nigdy nie zgubimy się w żadnym lesie. A Ty, Mgło? Czyżbyś szukała jakiejś drogi?" Wiedźma potrząsnęła lekko głową, tak że płomienne kosmyki opadły jej na oczy. Nieprawdopodobne, żeby uraczył kogokolwiek tak długą wypowiedzią.

    OdpowiedzUsuń
  48. "Po prawdzie krążymy bez konkretnego celu. Jak co dzień" odparł Tułacz. "Zbiera zioła, rozmawia z Lasem..." Ogier na moment spojrzał w kierunku wiedźmy, która przysięgłaby, że był w tej chwili rozbawiony. Dobrze się znali. Zmrużyła oczy, skupiając się na interpretowaniu aury istoty. Miała w sobie jednocześnie przebarwienia ludzkie i zwierzęce, ale dominowała w niej niematerialność i coś, czego nie potrafiła odczytać. Coś zbyt ulotnego i nienamacalnego. Cóż, na streszczenie rozmowy ogiera z blednącą nieco klaczą nie mogła liczyć. "Dokąd wiodą twoje ścieżki?" spytał Tułacz, ponownie odwracając się ku Mgle.

    OdpowiedzUsuń
  49. Kasztan stanął dęba, spłoszony. Jeździec, wyraźnie zirytowany, zaklął. Może faktycznie zbyt puścił Finna, nie zważając na to, kogo może napotkać. Lecz dzikie zwierzęta stroniły od ludzi; uciekały na pierwszy dźwięk jakiegokolwiek hałasu. Ludzie zaś... ludzi zaś rzadko kiedy widywał wśród tych wysokich drzew.
    Słowem - nie spodziewał się, że jego przejażdżka zostanie w taki sposób zakłócona.
    - Sza... Spokojnie, mały - kasztana można było z całą pewnością nazwać wieloma mianami, lecz na pewno nie "małym". Nie liczyły się jednak słowa, a ton mężczyzny, który, po tym jak ujawnił irytację, stał się łagodny, pełen spokoju.
    Kopyta opadły na ziemię. A Devril uniósł wzrok. Szare oczy utkwił w stojącym nieopodal mglistym wierzchowcu.
    Przysiągłby, że to nie konia widział wcześniej... Lecz tutaj wszystko było możliwe.

    OdpowiedzUsuń
  50. Aura istoty zniekształciła się pod wpływem rosnącego zirytowania, proporcjonalnego do zanikania jej sylwetki, tak wyraźnej początkowo. "Oczywiście. Do zobaczenia więc." Tułacz otrzepał się z premedytacją na tyle silnie, by rudowłosa nieco przesunęła się w siodle i syknęła cicho. Mimo to odwzajemniła spojrzenie, wsłuchując się w coraz głośniejszy tętent kopyt. "Moja wiedźmo" zachichotał mentalnie ogier, potrząsając potężnym łbem.

    OdpowiedzUsuń
  51. Zignorowała rozchichotanie Tułacza, z zainteresowaniem obserwując poczynania Mgły. Zieleń jej oczu pogłębiła się nieco, kiedy spomiędzy drzew przygalopował zielony koń. Tułacz tylko zastrzygł uszami na jego widok i zatrzymał się. Przez chwilę oboje obserwowali przemianę istoty i jej humanoidalną formę. Wiedźma przemknęła wzrokiem po jej płomiennych włosach miękko opadających na ramiona i plecy, po gładkiej twarzy i ślicznych oczach. Odwzajemniła uśmiech, przekładając wodze do jednej ręki.
    -Witaj - odpowiedziała, marszcząc delikatnie brwi. Do konia, na którym siedziała wysłała krótkie, mentalne powitanie. - Czyżbyś miała w zanadrzu wiele innych form? - zagadnęła.

    OdpowiedzUsuń
  52. Pokiwała lekko głową, obserwując Mgłę błyszczącymi oczyma. Kiedy Widłak zrównał się z Tułaczem, lekko docisnęła łydki do jego boków, by ruszył. Można było wyczuć magię tej chwili, kiedy obserwowało się tą smukłą kobietę na zielonym koniu będącym niczym książkowe uosobienie natury. Raisha przymknęła oczy, napawając się tym momentem. Nie była pewna, co powiedzieć. Czy powiedzieć cokolwiek. A przecież miała tyle pytań, mogłaby dodać wspaniały wpis do swojego bestiariusza...
    -Żyjesz wiecznie? - spytała w końcu. idiotyczne pytanie. Zbyt banalne. - Nie musisz odpowiadać, jeśli nie chcesz.

    OdpowiedzUsuń
  53. Nade zaś wszystko pragnął zachować dla siebie to, kim jest. Nie tylko z powodu ostrożności, lecz i zakazów. Zakazów, których, jako Mistrz winien przestrzegać i stać na ich straży. Lecz... lecz słyszał mowę mglistego wierzchowca, nie dało się zataić tejże prawdy. A skoro się nie dało... nie było sensu i zaprzeczać.
    - Gdybym spodziewał się zastać tu kogokolwiek, pewnie bym i krócej go trzymał. Lecz ludzi tu nie uświadczysz, a dzikie zwierzęta na pierwszy dźwięk kopyt uciekają... - powiedział, prawie jakby się usprawiedliwiał. Tylko prawie - Z drugiej zaś strony, ostrożności nigdy za dużo. Z obu stron - teraz zabrzmiało prawie, jakby ją karcił.
    - Jestem tylko mieszkańcem, jak każdy inny. Devril Winters - skoro zaś tymi słowy się przedstawił, nie trudno było połączyć go z kimś, kto całkiem niedawno przybył do miasta i stosunkowo krótko tu bawił. A już mówiono o tym, że w komitywie z Kościołem żyje jak najlepszej.

    OdpowiedzUsuń